czym się różni katolik od chrześcijanina

ryzuje się przede wszystkim otwarciem chrześcijanina na osobową relacje z Bogiem w wydarzeniu Jezusa Chrystusa, ma aspekty dowartościowujące sferę cielesną i ukierunkowaną na osiągnięcie Religijność może się bowiem okazać liczeniem swoich praktyk pobożnych, które niczym w kantorze miałyby być zamienione na nagrodę należącą mi się za bycie religijnym. Wiara natomiast prowadzi do zdrowej i dojrzałej religijności, w której będzie się dokonywała odpowiedź człowieka na miłość Boga do niego. 2022-10-25 14:10 Wróćmy więc do Dnia Mężczyzny. To stosunkowo nowe święto, zwłaszcza dla Polaków, którzy do tej pory skupiali się na innej dacie - 30 września, czyli Dniu Chłopaka. Rzekomo powstało po zainicjowaniu święta panów, ale wydaje się, że jest z nami niemal od zawsze, ponieważ tak mocno zakotwiczyło w kalendarzu. I. BIOETYKA — POJĘCIE I PROBLEMATYKA. 1. Potrzeba definicji. Już Cyceron głosił zasadę, że „wszelkie badanie podejmowane przez umysł ludzki w jakiejś dziedzinie, winno za punkt wyjścia mieć definicję, aby było wiadomo, czym jest to, co ma stanowić przedmiot dociekań”. Dyrektywa Cycerona, choć nie poszła we współczesnej Katechizm Kościoła Katolickiego. 1213 Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego, bramą życia w Duchu ( vitae spiritualis ianua) i bramą otwierającą dostęp do innych sakramentów. Przez chrzest zostajemy wyzwoleni od grzechu i odrodzeni jako synowie Boży, stajemy się członkami Chrystusa oraz zostajemy Sächsische Zeitung Anzeigen Er Sucht Sie. Zobacz pełną wersję : Chrześcijanin = katolik? Coś mi się z KK nie zgadza. Od dawna. Jakoś tak jednak przypomniałem sobie o tym przy okazji słów wypowiedzianych przez Abp Michalika; ...To skąd się bierze tylu ludzi zdecydowanie wrogich Kościołowi? To są ludzie udający chrześcijan, udający tych, którzy uwierzyli... Kościół... Dla niego chrześcijanin to katolik. Wygląda na to, że dla całego KK. Wróg Kościoła to wróg chrześcijaństwa. Chrześcijanin nie może wierzyć i nie chodzić do kościoła. Coraz bardziej KK jawi mi się rakowatą naroślą na religii chrześcijańskiej. Sięgnąłem do historii: Wyznacznikiem wiary chrześcijańskiej są orzeczenia siedmiu soborów powszechnych na których sformułowano podstawowe dogmaty: o boskości Syna Bożego (sobór nicejski) - I – 325 rok), o boskości Ducha Świętego (sobór konstantynopolitański) - I – 381 rok), o godności Marii jako „Theotokos, Matce Bożej” (sobór efeski – 431 rok) i o dwóch naturach Chrystusa (sobór chalcedoński – 451 rok). Ostatniego ze wspomnianych dogmatów nie przyjmują Kościoły tzw. monofizyckie. O tym czy jesteś chrześcijaninem nie decyduje twój stosunek do prawd zawartych w nowym testamencie, przestrzeganie 10 przykazań tylko to czy wierzysz w dogmaty i prawa kanoniczne ustanowione przez ludzi. Na początku wydawało się to proste: Podstawowym przykazaniem etycznym chrześcijan oprócz przykazań Dekalogu jest przykazanie miłości Boga oraz bliźniego (nawet nieprzyjaciół). Miłość polega nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących, krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa do wyboru własnej drogi, do wolności, którą każdy powinien szanować, podobnie jak Bóg to czyni względem każdego człowieka. Tego nie da się pogodzić z władzą. KK poszedł w stronę przywilejów zapominając o tych podstawowych prawdach. Jestem chrześcijaninem. Nie jestem katolikiem. Nie dało się tego pogodzić. (Wszystkie cytaty z Wiki, pisownia oryginalna) Coś mi się z KK nie zgadza. Od dawna. dobrze, że dodałeś "od dawna" bo straciłbym szacunek. Greengaz24-08-2014, 09:57Przeprowadź krótki sondaż wśród znajomych z pytaniem kto przeczytał Stary i Nowy Testament. 99 % odpowie, że nie. Swoją wiedzę nt. chrześcijaństwa opierają na tradycyjnych przekazach /rodzina/, księdzu i katechizmie, czyli oficjalnej wykładni doktryny. Tam nie ma miejsca na własny rozum. Przeprowadź krótki sondaż wśród znajomych z pytaniem kto przeczytał Stary i Nowy Testament. 99 % odpowie, że nie. Swoją wiedzę nt. chrześcijaństwa opierają na tradycyjnych przekazach /rodzina/, księdzu i katechizmie, czyli oficjalnej wykładni doktryny. Tam nie ma miejsca na własny ma. Zastąpiony został doktrynami tych którym zależy na władzy. Bycie chrześcijaninem nie pozwala na bycie katolikiem. Nie trzeba być jakimś gigantem umysłu by dostrzec, że jedno z drugim się kłóci. KK udaje, że tego nie zauważa. Jestem chrześcijaninem. Miłość polega nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących, krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa do wyboru własnej drogi, do wolności, którą każdy powinien szanować, Bycie chrześcijaninem nie pozwala na bycie katolikiem. Nie trzeba być jakimś gigantem umysłu by dostrzec, że jedno z drugim się kłóci. 1. Jesteś chrześcijaninem. 2. Na podsumowanie chrześcijaństwa wybierasz cyctat o nieżywieniu negatywnych uczuć, prawie do wyboru drogi, wolności, którą powinno się szanować. 3. Sugerujesz słabość na umyśle wszystkich katolików, bo zakładam że wszyscy oni uważają, że są chrześcijanami. Nie wiem jak udaje Ci się dopasować dowolny z tych trzech punktów do pozostałych dwóch :) Mi się na logikę nie udaje, może źle rozumiem to co napisałeś. Same wątpliwości charakterystyczne dla czasu dojrzewania, większość przez nie przechodziła. Z ciekawości jeszcze pytanie do chrześcijanina poza wspólnotą (chyba że należysz do innej niż KK). Początkiem chrześcijaństwa jest chrzest. Czy gdyby Ci się teraz urodziło dziecko to sam byś je ochrzcił, czy ochrzcił w jakimś obrządku, czy nie chrzcił i nie formował na chrześcijanina, dając dziecku wolny wybór? Z ciekawości jeszcze pytanie do chrześcijanina Początkiem chrześcijaństwa jest chrzest. Czy gdyby Ci się teraz urodziło dziecko to sam byś je ochrzcił? z ciekawości. znasz biblię? Kiedyś dawno przeczytałem całość, ale nie wiem czy mogę powiedzieć że znam. Zacytowałeś Savage pytanie o chrzest. Mówią, że Jezus nie był chrześcijaninem, bo przeszedł tylko chrzest janowy. A co Ty myślisz o możliwości połączenia trzech punktów z wypowiedzi perma? Mówią, że Jezus nie był chrześcijaninem, bo przeszedł tylko chrzest janowy. pozwól, że zacytuję wikipedię co pisze o chreścijaństwie: "Chrześcijaństwo jest objawioną religią monoteistyczną[6], która bierze swój początek od Jezusa z Nazaretu". zatem jeśli jezus czegoś nie zrobił to znaczy, że tego nie było. a tu co? tadaaaammm. chrzcimy noworodki bo jesteśmy chrześcijanami. czyli ulepszamy dobre. trzeba to w ogóle komentować? dlatego pytam co to znaczy "tylko chrzest janowy"? A co Ty myślisz o możliwości połączenia trzech punktów z wypowiedzi perma? wybacz ale wypita ilość alkoholu nie pozawala mi na pełną przemyśleń wypowiedź. poza tym podobnie jak ty, kiedyś tylko przeczytałem całość biblii i nie jestem ekspertem. Nie tak z tym chrztem. Cytat z Ewangelii powinien wyjaśnić różnicę: Ja chrzciłem was wodą, On zaś będzie chrzcił was Duchem Świętym Jezus był właśnie "ochrzczony wodą" bo więcej mu nie było trzeba. Jezus był właśnie "ochrzczony wodą" bo więcej mu nie było trzeba. ale zapewne wiesz w jakim wieku chrzcił się jezus? kurcze trzeba to wałkować po raz setny? Jeśli chodzi Ci o przekazywanie wiary dzieciom i wszystko co się z tym wiąże, to zapewne wiesz w jakim wieku był obrzezany? Pozwól że poczekam na perma, żeby nie schodzić z wątkiem typowo we wnikanie teologiczne. Dobranoc. Greengaz24-08-2014, 22:42Co ma wspólnego obrzezanie z Jezusem, katolicyzmem, czy chrześcijaństwem? Co ma wspólnego obrzezanie z Jezusem, katolicyzmem, czy chrześcijaństwem? To jest pewien sposób spędzania wolnego czasu. to może ktokolwiek mi odpowie w jakim wieku należy się chrzcić. to może ktokolwiek mi odpowie w jakim wieku należy się chrzcić. Zrób to kiedy zechcesz! 1. Jesteś chrześcijaninem. 2. Na podsumowanie chrześcijaństwa wybierasz cyctat o nieżywieniu negatywnych uczuć, prawie do wyboru drogi, wolności, którą powinno się szanować. 3. Sugerujesz słabość na umyśle wszystkich katolików, bo zakładam że wszyscy oni uważają, że są chrześcijanami. Nie wiem jak udaje Ci się dopasować dowolny z tych trzech punktów do pozostałych dwóch :) Mi się na logikę nie udaje, może źle rozumiem to co napisałeś. Nie wiesz jak połączyć te trzy punkty? Może zacznij od pisania prawdy? Znasz to: " Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu." ? Nie sugeruję "słabości na umyśle". Wskazuję na różnice interpretacji katolickiej i chrześcijańskiej. Same wątpliwości charakterystyczne dla czasu dojrzewania, większość przez nie najwyraźniej jesteś w trakcie. Nie martw się, dorośniesz, zrozumiesz. Ja mam to dawno za sobą. Z ciekawości jeszcze pytanie do chrześcijanina poza wspólnotą (chyba że należysz do innej niż KK). Początkiem chrześcijaństwa jest chrzest. Czy gdyby Ci się teraz urodziło dziecko to sam byś je ochrzcił, czy ochrzcił w jakimś obrządku, czy nie chrzcił i nie formował na chrześcijanina, dając dziecku wolny wybór?Dziecko mam ochrzczone. Dawno temu. Ochrzczone w kościele katolickim. Gdybym miał teraz zdecydować pozostawiłbym dziecku wybór. Zrób to kiedy zechcesz! właśnie dzięki takiemu zechceniu mamy wysokie statystyki... powód do dumy? wg. mnie każdy sam powinien zdecydować o takim przymierzu. z tego co pamiętam to po chrzcie grzech liczy się podwójnie. Podwójnie ? Kto ci takie coś powiedział? Jeśli ksiądz to już do niego nie chodź bo głupio mówi. Ostatnio Szustaka słucham i on fajnie pewne rzeczy tłumaczy. No i bazuje na septuagincie :) Nie sugeruję "słabości na umyśle". Widzę, że zmieniłeś swój pierwszy wpis, dobrze że zacytowałem. Cieszę się, że dostrzegłeś własną niekonsekwencję i poprawiłeś co trzeba, ale nie cieszę się, że po korekcie swojego wpisu ze zmianą jego znaczenia (przyznaję, zmianą na lepsze!) to mi zarzucasz kłamstwo. Dla mnie Twoje "nie trzeba być jakimś gigantem umysłu by dostrzec" sugeruje nietęgi umysł wszystkich pozostałych, w tym przypadku wszystkich katolików, którzy uważają się za chrześcijan (czyli wszystkich). Zostań zatem przy wybranym przez Ciebie: Miłość polega nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących, krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa do wyboru własnej drogi, do wolności, którą każdy powinien szanować, i jako chrześcijanin nieżyw negatywnych uczuć, nie szukaj odwetu i pozostaw prawo do wyboru drogi i wolności, którą będziesz szanować. Jako i ja czynię :) No zgadzam się z przedmówcą. Czasami ciężko to zrobić , bardzo ciężko. Ale w końcu trzeba dążyć do ideału nawet jak się go nigdy nie osiągnie. właśnie dzięki takiemu zechceniu mamy wysokie statystyki... powód do dumy? wg. mnie każdy sam powinien zdecydować o takim przymierzu. z tego co pamiętam to po chrzcie grzech liczy się podwójnie. Tylko, że decydowanie w imieniu dzieci przez rodziców, nie jest tylko domeną KK. I nie tylko o kwestie wiary tu chodzi. Czy przy okazji wyrzucić również wybór przedszkola, szkoły podstawowej, koloru kurtki i spodni, a także przyznać prawo uczestniczenia w wyborach do Sejmu? Prawo bierne czy czynne też? A poza tym... będąc rodzicem, możesz zrobić jak piszesz! No zgadzam się z przedmówcą. Czasami ciężko to zrobić , bardzo ciężko. Ale w końcu trzeba dążyć do ideału nawet jak się go nigdy nie osiągnie. Cały wic na tym właśnie polega. Żeby była jasność , w tej kwestii cienki jestem :( W dążeniu do ideału? Nie przejmuj się, wszyscy tak mają. :eek::eek::eek::eek::eek: Widzę, że zmieniłeś swój pierwszy wpis, dobrze że zacytowałem. Cieszę się, że dostrzegłeś własną niekonsekwencję i poprawiłeś co trzeba, ale nie cieszę się, że po korekcie swojego wpisu ze zmianą jego znaczenia (przyznaję, zmianą na lepsze!) to mi zarzucasz kłamstwo. Dla mnie Twoje "nie trzeba być jakimś gigantem umysłu by dostrzec" sugeruje nietęgi umysł wszystkich pozostałych, w tym przypadku wszystkich katolików, którzy uważają się za chrześcijan (czyli wszystkich).Nie wiem jak na wpadłeś na to co piszesz ale to akurat nutka samokrytyki. Co niby zmieniłem? O czym kolego piszesz? Zostań zatem przy wybranym przez Ciebie: Miłość polega nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących, krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa do wyboru własnej drogi, do wolności, którą każdy powinien szanować, i jako chrześcijanin nieżyw negatywnych uczuć, nie szukaj odwetu i pozostaw prawo do wyboru drogi i wolności, którą będziesz szanować. Jako i ja czynię :)Ja zostanę przy tym, jak zawsze ale tzw prawdziwych katolików na to nie stać. Nie stać na to hierarchów kościelnych którzy powinni stanowić wzór. Stać było księdza Lemańskiego ale nie pasował do KK. zaznacze że nie chodzę do kościoła ale lemanski to typowy polski warchoł ewidentnie go podnieca szum nieustanny dlaczego tuskvn i maleszkowa wyborcza nie rozpisują się na temat jego procesów sądowych z nauczycielami pyskówkami ze swoimi parafianami czy ktoś go na siłe brał do seminarium , facet jest rozumny niech się dostosuje do swojej organizacji a jak nie to świat stoi i czeka malux20 wydaje mi się ma trochę racji. U Lemańskiego przeważa treść nad formą. Treść jest mniej wiecej dobra, ale forma niestety trudna do zaakceptowania. Ale liczę, że przemoże to w sobie i będzie ok. zaznacze że nie chodzę do kościoła ale lemanski to typowy polski warchoł ewidentnie go podnieca szum nieustanny dlaczego tuskvn i maleszkowa wyborcza nie rozpisują się na temat jego procesów sądowych z nauczycielami pyskówkami ze swoimi parafianami czy ktoś go na siłe brał do seminarium , facet jest rozumny niech się dostosuje do swojej organizacji a jak nie to świat stoi i czekaTy to taki prawdziwy katolik jesteś, nie? Tego nie znasz? Podstawowym przykazaniem etycznym chrześcijan oprócz przykazań Dekalogu jest przykazanie miłości Boga oraz bliźniego (nawet nieprzyjaciół). Miłość polega nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących, krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa do wyboru własnej drogi, do wolności, którą każdy powinien szanować, podobnie jak Bóg to czyni względem każdego człowieka. "Winą" Lemańskiego było, że nazywał rzeczy po imieniu. Dla KK to nie do zaakceptowania. KK pada na pysk. Nie wiem ile w tej chwili ludzi chodzi do kościoła ale może z 30 - 40 %. W dużych miastach może z 10%. Będzie coraz mniej, z prostego powodu. Tę rysę na KK którą opisuję widzi coraz więcej ludzi. Instytucja KK służy utrzymaniu władzy. Wierze służy coraz mniej. zaznacze że nie chodzę do kościoła To po ciul wypowiadasz się w tematach, ktróre cię nie interesują i na których się nie znasz? malux20 wydaje mi się ma trochę racji. Trochę, to mają wszyscy. Trochę w znaczeniu ze to nie było zupełnie bezzasadne jak niektórzy myślą. Trochę w znaczeniu ze to nie było zupełnie bezzasadne jak niektórzy myślą. a ja uważam, że nie ma bezgrzesznych i jego winy nie odbiegają od standardu, więc decyzja jest w sumie bezpodstawna. Tym bardziej, że podjeta przez kogoś, kto sam nie oczyścił się z zarzutów o wiele poważniejszych. Pepeg z Gumy25-08-2014, 15:22Co ma wspólnego obrzezanie z Jezusem, katolicyzmem, czy chrześcijaństwem? To jest pewien sposób spędzania wolnego czasu. :D:DDzięki Stary! Dawno się tak szczerze nie uśmiałem. :D:DDzięki Stary! Dawno się tak szczerze nie nie czuje ducha dyskusji. Odbiera poważnym dywagacjom ich status. Jak tu pisać o soborach w takiej atmosferze? Pepeg z Gumy25-08-2014, 18:26Wykrot nie czuje ducha dyskusji. Odbiera poważnym dywagacjom ich status. Jak tu pisać o soborach w takiej atmosferze? Nie doceniasz Starego.:D Tylko, że decydowanie w imieniu dzieci przez rodziców, nie jest tylko domeną KK. chciałeś chyba napisać "decydowanie za dzieci w imieniu rodziców" (subtelna różnica). sęk w tym, że chrzest powinno się przyjąć po wielu przemyśleniach w wieku dorosłym po to aby być świadomym późniejszych konsekwencji. w czasach chrystusowych noworodków się nie chrzciło. i to jest sedno sprawy. A poza tym... będąc rodzicem, możesz zrobić jak piszesz! oczywiście, że mogę tak zrobić a nawet muszę. tylko dlaczego ktoś ma mnie za to oceniać i na jakiej podstawie? Nie doceniasz Starego.:DDoceniam, doceniam. Nie znam nikogo innego kto miałby kota używającego alkoholi wysokoprocentowych w celach spożywczych. Wykrot nie czuje ducha dyskusji. Odbiera poważnym dywagacjom ich status. Jak tu pisać o soborach w takiej atmosferze? Ile razy można o tym samym na poważnie? Byłem u szwagra na wódce, mam się poddać pewnym wstecznym odruchom pokonsumpcyjnym? chciałeś chyba napisać "decydowanie za dzieci w imieniu rodziców" (subtelna różnica). sęk w tym, że chrzest powinno się przyjąć po wielu przemyśleniach w wieku dorosłym po to aby być świadomym późniejszych konsekwencji. w czasach chrystusowych noworodków się nie chrzciło. i to jest sedno sprawy. E tam, napisałem to co chciałem. Czyli od zarania dziejów (u naszych braci mniejszych również, w przeważającej większości) to rodzice decydują za dzieci w pierwszym okresie życia. Powołali je na ten świat, więc kształtują na swój obraz i podobieństwo dopóki się da. A jak się już nie da, to dzieci robią co chcą. Gdyby to było idiotyczne, to te dzieci, kiedy uzyskają pełnię prawa decydowania o sobie i swoich z kolei dzieciach, uznając za błąd postępowanie rodziców, nie powielali by tego błędu, prawda? i temat umarłby śmiercią naturalną. A nie umiera... Doceniam, doceniam. Nie znam nikogo innego kto miałby kota używającego alkoholi wysokoprocentowych w celach spożywczych. Ta cholera wciąż żyje i przestał się bać kogokolwiek. Gdyby to było idiotyczne, to te dzieci, kiedy uzyskają pełnię prawa decydowania o sobie i swoich z kolei dzieciach, uznając za błąd postępowanie rodziców, nie powielali by tego błędu, prawda? i temat umarłby śmiercią naturalną. A nie umiera... O takim pomyśle nie pomyslałem :) Logika jest. Ta cholera wciąż żyje i przestał się bać wypije to nie pęka? To normalne. joanna_a30-08-2014, 15:50Przeprowadź krótki sondaż wśród znajomych z pytaniem kto przeczytał Stary i Nowy Testament. 99 % odpowie, że nie. Swoją wiedzę nt. chrześcijaństwa opierają na tradycyjnych przekazach /rodzina/, księdzu i katechizmie, czyli oficjalnej wykładni doktryny. Tam nie ma miejsca na własny rozum. Bo tymi, którzy nie dysponują zbyt rozległą wiedzą jest łatwiej kierować. Sam Kościół nie dokłąda żadnych starań, aby świadomość jego wyznawców była większa. Nie mamy często elementarnej wiedzy tylko ślepo podążamy za tłumem Rozległą wiedzą nie jest potrzebna do zbawienia. Wystarczy poczytać ewangelie. Choć czasami się przydaje w zrozumieniu wielu kwestii. Pepeg z Gumy03-09-2014, 10:33Rozległą wiedzą nie jest potrzebna do zbawienia. Wystarczy poczytać ewangelie. Choć czasami się przydaje w zrozumieniu wielu kwestii. Mówiąc o "zrozumieniu wielu kwestii "masz na myśli przemianę wody w wino? Woda w wino to jest pikuś. Najzwyklejszy cud, bez większej historii, chociaż wielu marzy o takich zdolnościach. Wino w Krew to jest wyzwanie! Nawet bardzo rozległa wiedza nic tu nie pomoże. Pepeg z Gumy03-09-2014, 11:45Tak zawsze bylo... Dla ich nieszczescia ludzie nauczyli sie czytac... :) "Po powiększali się i w dupach im się poprzewracało" ( nadszyszkownik Kilkujadek) Mówiąc o "zrozumieniu wielu kwestii "masz na myśli przemianę wody w wino? Wielki mi problem. Myślałby kto, ze nie piłeś... ... Wino w Krew to jest wyzwanie! Nawet bardzo rozległa wiedza nic tu nie pomoże. Nooo, i to już było, ale u Słowackiego to Mefisto w Nieznajomego skórę wlazł i namieszał. A car żywym został był, bo Imaginacja ze Strachem przegrała. Że te scenariusze lubią się tak powtarzać :rolleyes: Mówiąc o "zrozumieniu wielu kwestii "masz na myśli przemianę wody w wino? Przemiana wody w wino był to pierwszy cud i rozpoczęcie działalności Jezusa. Lubię sobie wyobrażać co tam się stało jak służący te stongwie przynieśli. Założę się ze studnia z której wzięto wodę była okupowana. Pewnie myśleli ze tam jest te wino. Juz widzę co bardziej przedsiębiorczych którzy by tam biznes chcieli założyć :) Niezłe było poruszenie , i te ploty miedzy sąsiadami. :cool: Się działo. Ale ten cud był dla Maryi , Jezus musiał ustalić nowe relacje między nim a matką. Dla tego już więcej jej tak nie nazywał. Przez ponad 30 lat Jezus nic ciekawego nie zrobił, był co prawda takim miejscowym celebryta bo zagiął uczonych w piśmie w świątyni. Ale poza tym jakoś nic więcej. Wiec jak miał zacząć nauczać po swoim chrzcie jakoś to musiał zaakcentować. Wiec zrobił cud z winem. Muszę coś napisać. Spotkałem przypadkiem znajomego proboszcza. Z parafii pod tytułem "bieda z nędzą". Wielkomiejskie bezrobocie plus geriatria dychawicznie podtrzymująca istnienie parafii w rytmie wypłaty emerytur. Nie miał humoru. Zabrałem go do knajpy. Zgodził się, z oporami ale jednak. Zjedliśmy po steku :), wypiliśmy parę piwek i doszliśmy do wspólnego wniosku. Wszystko to g..no warte. :) Wszystko czyli jego posługa przede wszystkim. Nie jest w stanie pomóc potrzebującym, bo funduszy brak. Kuria traktuje parafię jak dochodowy biznes. Ma na siebie zarobić i jeszcze ma coś dla góry zostać. O przesłaniu, o służbie nikt nie mówi. Wiara jest tematem nieistniejącym w rozmowach. Biznes, interesy, polityka. Bardzo sie zdziwiles? :) Jaki byl cel stwozenia "kosciola"?Steki dla wszystkich? ..... Kuria traktuje parafię jak dochodowy biznes. Ma na siebie zarobić i jeszcze ma coś dla góry zostać. O przesłaniu, o służbie nikt nie mówi. Wiara jest tematem nieistniejącym w rozmowach. Biznes, interesy, polityka. ... i to od wieków... przyczynili się do rozbiorów... To tylko z lenistwa zwykłych katolików. Jest to bardzo wygodne. Taki zakład usług religijnych. Jak widać to nie działa. to jest to najlepszy biznes jaki wymyślił czy to wina Boga czy ludzi?Czy można ignorować lub negować istnienie Boga tylko dlatego,że ludzie źle czynią? Ludziom potrzebny jest jest są prawa Boskie. to jest to najlepszy biznes jaki wymyślił czy to wina Boga czy ludzi?Czy można ignorować lub negować istnienie Boga tylko dlatego,że ludzie źle czynią? Ludziom potrzebny jest jest są prawa piszemy o Bogu tylko o KK. Oczywiście ze ludzie wszystko komplikują. Nie piszemy o Bogu tylko o KK. to nazywasz, z religii czy możemy oderwać Boga od musimy mieć jakiś mieć jakiegoś jest zwierzęciem stadnym i musi należeć do jakiejś grupy. Hm... a w jakiej kolejnosci , co powstalo.... od kogo sie dowiedzielismy... o czym i/lub o kim? Pod pretekstem kogo i straszac kim funkcjonuje kosciol? Ile jest ludzi na swiecie... ile bogow? Nie za bardzo kumam o co Ci chodzi. Kk błądzi ? Czyli kto ? Dobrze wiesz napisałem Greengaz20-09-2014, 20: to jest to najlepszy biznes jaki wymyślił czy to wina Boga czy ludzi?Czy można ignorować lub negować istnienie Boga tylko dlatego,że ludzie źle czynią? Ludziom potrzebny jest jest są prawa Boskie. Jakoś nie widzę w hierarchach KK /pardon - biznesmenach/ strachu przed gniewem Bożym. Jakoś nie widzę w hierarchach KK /pardon - biznesmenach/ strachu przed gniewem Bożym. Ja też nie napisałem,że jest to najlepszy czy mam przez nich przestać wierzyć w jedynego Boga. Greengaz20-09-2014, 21:13Z dużym prawdopodobieństwem robisz to nieumiejętnie. Możesz nie zostać wysłuchany, gdyż trudno się przebić z wiarą przez zgiełk modlących się za pośrednictwem i pomocą KK. O muzułmanach, protestantach, Żydach i in. nie wspomnę. Jak zapewne wiesz nie jest On jedyny. Pytanie czy wybrałeś właściwego? Zostawmy to. Oczywiście nikt Ci nie zabrania. Ograniczenia chce wprowadzać KK ręka w rękę z władzą drugiej stronie. Dopóki do łóżka zagląda ksiądz swojemu wiernemu, mnie to nie przeszkadza. Przeszkadza mi, gdy chce zaglądać do mojego. Łóżko traktuję jako skrót myślowy. Greengaz20-09-2014, 21:30@tesel No i coś takiego jest niemożliwe bez pośrednictwa KK. Świadomie rezygnujesz? .Ale czy możemy oderwać Boga od musimy mieć jakiś mieć jakiegoś jest zwierzęciem stadnym i musi należeć do jakiejś grupy. ba, co za pytanie... w sumie nie musi. zależy to od człowieka. Ostatnio czytałam, że pewne normy postępowania nie są zależne od religii lecz wynikają z samego faktu socjalizowania się człowieka. religie tylko te normy skodyfikowały, głównie zresztą dlatego, że grupy społeczne się w pewnym momencie rozrosły i ktoś musiał nadać temu wszystkiemu uniwersalny sznyt. Więc w sumie przewodnik nie jest za bardzo potrzebny. Wystarczy intuicja, a jak zawiedzie, to szybciutko cię naprostują sąsiedzi, znajomi, państwo itd ;) Za to potrzeba Boga jest potrzebą tak samo starą, jak świadomość istnienia człowieka. Ale czy to człowiek, przerażony swoim istnieniem wymyślił dla niego wytłumaczenie, czy odwrotnie - tego się pewnie nie dowiemy... tutaj..... @tesel No i coś takiego jest niemożliwe bez pośrednictwa KK. ( fm%2F1%2C103086%2C16678994%2CFrancja__Otwarto_proc es_o Świadomie rezygnujesz? ee, co się podniecać, jarmark dla ubogich... cuda panie, cuda Greengaz20-09-2014, 21:56tutaj..... :) Przecież musimy mieć jakiś mieć jakiegoś jest zwierzęciem stadnym i musi należeć do jakiejś grupy. kolega fantazjuje. nic nie musimy... może ci słabi albo bojący, nierozumiejący np. sensu egzystencji. lubią jak się ich prowadzi po sznurku, wyjaśnia każde dziwne (niepokojące) zjawisko, jak się im tłumaczy dlaczego ktoś umarł choć był młody. nie każdy chce być niańczony i głaskany. dobrze napisałeś, że musimy mieć jakiegoś przewodnika... a potem osiągamy dojrzałość. wtedy sami sobie możemy przewodzić. może i większość z nas musi należeć do jakiejś grupy, ale na pewno nie wszyscy i nie koniecznie do jakiejś sekty. Tak naprawdę świat do przodu ciągnie 1% ludzi, 3% wie o co chodzi, a reszta to wagoniki...Wystarczy im odpowiednio zwrotnicę nastawić i pojaaaaaaaaadą! Tak naprawdę świat do przodu ciągnie 1% ludzi, 3% wie o co chodzi, a reszta to wagoniki. takie stwierdzenie to wstęp do teorii spiskowych. to jest to najlepszy biznes jaki wymyślił czy to wina Boga czy ludzi?Czy można ignorować lub negować istnienie Boga tylko dlatego,że ludzie źle czynią? Ludziom potrzebny jest jest są prawa ciekawy problem. Wcale nie łatwy nawet do zdefiniowania. Wiele na ten temat zostało napisane co nie znaczy, że komukolwiek udało się na to pytanie odpowiedzieć. Można to pytanie odwrócić. Czy wiara bez kościoła przetrwa? Wiadomo? Nie wiadomo? Spróbujmy znaleźć coś co trwa w umysłach bez wsparcia instytucjonalnego czy też grupy. To będzie... No tak, nie jest łatwo. Patriotyzm? W jakiejś części tak ale nie da się powiedzieć, że bez wsparcia grupy, o instytucji państwa nie wspominając. Szacunek dla rodziców? Jak najbardziej. Niestety, w przeciwieństwie do wiary w Boga mamy tu do czynienia z silnym sprężeniem zwrotnym. Zwyczaje, obrzędy? No chyba tak, choć bez grupy wydają się bezsensowne. Coś jeszcze? Zaczynamy zawężać poszukiwania ale wcale to sprawy nie upraszcza. Prędzej czy później dochodzimy do wniosku, że rodzina to też grupa/instytucja. Mały kościół. Wiara pewnie w nim przetrwa o ile będzie pielęgnowana. Szukać dalej? Wejdziemy w sferę psychiki; nawyków, odruchów, instynktów. Instynkt wiary? Odruchowa modlitwa? Kurcze, coś nie tak. Brak sprężenia zwrotnego, chyba, że za takie uznać ulgę wynikającą z podzielenia się problemami z Bogiem jak i jego niedostrzegalnego nad nami patronatu. Czy to wystarczy? Hmmm... Tu już każdy zostaje sam ze sobą. Doktryna KK jest jasna. Nie ma chrześcijanina bez Kościoła. Tu jedna z homilii Franciszka: ( Fdoc% Kompletnie nieprzekonywująca. O ile jeszcze można zrozumieć grupę jako podstawowy element wiary to, takie stwierdzenie: Chrześcijanin nie jest monadą, ale należy do pewnego ludu - Kościoła. dobitnie pokazuje gdzie KK dokonuje nadużycia. Lud = Kościół. To prawda, choć można wiarę kultywować samotnie. Lud jednak nie równa się instytucjonalnemu Kościołowi Katolickiemu! KK podzielił lud na lepszych i gorszych. To już od dawna nie jest wspólnota. Kapłan to już nie jest tylko ktoś kto pielęgnuje wiarę. To także nieuprawniony interpretator woli Boga (wbrew 10 przykazaniom) domagający się w związku z tym przywilejów. Franciszek zdaje sobie z tego sprawę, bo, przynajmniej na początku próbował tę wspólnotę przywrócić. Efekt jednak mizerny. Władzy i przywilejów łatwo się nie oddaje. KK jak rak toczy religię. Zje się w końcu sam. Rozdźwięku między "kościołem ludu" a instytucjonalnym molochem nie da się zahamować. A wystarczyłoby gdyby wszyscy wierzący stosowali się do tego prostego przesłania poniżej zamiast wierzyć w zbawczą moc spowiedzi. Niestety, to takie wygodne; nagrzesz, wyspowiadaj się, nagrzesz, wyspowiadaj... Dużo trudniej robić to co wierze chrześcijańskiej najcenniejsze: Podstawowym przykazaniem etycznym chrześcijan oprócz przykazań Dekalogu jest przykazanie miłości Boga oraz bliźniego (nawet nieprzyjaciół). Miłość polega nie na akceptacji grzechu, ale nieżywieniu negatywnych uczuć względem źle czyniących, krzywdzących, nieszukaniu odwetu, ale pozostawieniu człowiekowi prawa do wyboru własnej drogi, do wolności, którą każdy powinien szanować, podobnie jak Bóg to czyni względem każdego człowieka. Czy wiara bez kościoła przetrwa? Wiadomo? Nie wiadomo? Spróbujmy znaleźć coś co trwa w umysłach bez wsparcia instytucjonalnego czy też grupy. : A przecież to proste. LĘK. Nie strach. Stach służy dyscyplinowaniu wiernych, strach przed karą, wykluczeniem ze wspólnoty, sąsiadem. Ale lęk. Obezwładniający lęk egzystencjalny. Ludzie starają się nie myśleć ale to tkwi... Uciekają przed nim w to, co jest im dostępne. Jedni w naukę, inni w religię. A jeszcze inni wątpią we wszystko i ćpają, piją. Po co istniejemy? Po co się w ogóle to wszystko zaczęło, po kiego ta ch.. bakteria powstała w oceanie. Przypadek? Bezsensowny przypadek? Żeglujemy przez wszechświat samotnie, nie po to by go zmieniać, wszechświat ma nas w d. Walczymy, zarabiamy i nagle ciach... pęka nić. NIC nie zostaje. To bardzo przygnębiające. O ileż łatwiej przyjąć, że KTOŚ ma plan. Że ma to sens. Zrobię od A do B bo tyle do mnie należy. Jak w pracy. Uczciwie, rzetelnie wypełnię polecenia, nawet bezsensowne. I dostanę wypłatę gdzieś tam, kiedyś. A jak przy okazji zrobię karierę tutaj, to też fajnie. Pewnie moja kariera jest w planie Bożym. A mnie jest wygodnie. W części, bo z czegoś musiałem zrezygnować. Jak to w życiu... Są też osoby różnie upośledzone. Psychopaci. Osoby z defektami mózgu, które pozwalają im nie zadawać takich pytań. Im ma być dobrze tu i teraz. bardzo dobrze. I ci słabsi..." chcę zabić ale na pewno to podoba się Bogu" . Chcę i tylko to się liczy, ale musi być wytłumaczenie zewnętrzne. Ogromna różnorodność zachowań. Ale to już poza trzonem religijnym ;) Czy wiara bez kościoła przetrwa? Wiadomo? Nie wiadomo? Spróbujmy znaleźć coś co trwa w umysłach bez wsparcia instytucjonalnego czy też grupy. : A przecież to proste. LĘK. Nie strach. Stach służy dyscyplinowaniu wiernych, strach przed karą, wykluczeniem ze wspólnoty, sąsiadem. Ale lęk. Obezwładniający lęk egzystencjalny. Ludzie starają się nie myśleć ale to tkwi... Uciekają przed nim w to, co jest im dostępne. Jedni w naukę, inni w religię. A jeszcze inni wątpią we wszystko i ćpają, piją. Po co istniejemy? Po co się w ogóle to wszystko zaczęło, po kiego ta ch.. bakteria powstała w oceanie. Przypadek? Bezsensowny przypadek? Żeglujemy przez wszechświat samotnie, nie po to by go zmieniać, wszechświat ma nas w d. Walczymy, zarabiamy i nagle ciach... pęka nić. NIC nie zostaje. To bardzo przygnębiające. O ileż łatwiej przyjąć, że KTOŚ ma plan. Że ma to sens. Zrobię od A do B bo tyle do mnie należy. Jak w pracy. Uczciwie, rzetelnie wypełnię polecenia, nawet bezsensowne. I dostanę wypłatę gdzieś tam, kiedyś. A jak przy okazji zrobię karierę tutaj, to też fajnie. Pewnie moja kariera jest w planie Bożym. A mnie jest wygodnie. W części, bo z czegoś musiałem zrezygnować. Jak to w życiu... Lęk tworzy wiarę... Są też osoby różnie upośledzone. Psychopaci. Osoby z defektami mózgu, które pozwalają im nie zadawać takich pytań. Im ma być dobrze tu i teraz. bardzo dobrze. I zorganizowanie instytucjonalne musi trzymać ich w ryzach. Żeby ich "dobrze" nie szkodziło innym. Pytanie- skąd, kto nam dał lęk??? :D A jak się nie ma lęku ani wiary, jednocześnie postępuje się jako tako? No powiedzmy stosuje się przykazania, ale z innych, irracjonalnych powodów (irracjonalnych w odniesieniu do wiary i "lęku" )? Przy okazji nie jest się też upośledzonym (to musisz przyjąć na wiarę;)) Mówią mi, że to przyjdzie. Wiara albo lęk...Czekam więc. Cierpliwie już 60 lat czekam... A jeszcze inni wątpią we wszystko i ćpają, piją. koleżanka się chyba zagalopowała. dlaczego taka insynuacja? A jak się nie ma lęku ani wiary, jednocześnie postępuje się jako tako? No powiedzmy stosuje się przykazania, ale z innych, irracjonalnych powodów (irracjonalnych w odniesieniu do wiary i "lęku" )? .. Przykazania to są normy narzucone przez społeczeństwo, wynikające z konieczności utrzymania stosunków międzyludzkich na akceptowalnym poziomie między egoizmem a altruizmem. Dylemat więźnia się kłania. Wiara może być jedynie jednym z uzasadnień dla ich stosowania. Nie masz lęku, nie masz wiary. W brak lęku wątpię, każdy gdzieś go ma, większość o nim nie myśli. Ale każdy ma jakiś wypełniacz pustki. Pieniądze, nauka, poświęcenie dla rodziny... nawet hobby intensywnie stosowane. Po prostu w nawale zajęć jeszcze nie zadajesz pewnych pytań ;) SAVAGE Piszę o tych, którzy pytania zadali i nie umieli wytrzymać braku odpowiedzi. Czasem nawet wielkie umysły tego świata. jeżeli ktoś nie pyta, to nie ma problemu a ćpać może po prostu z niskich pobudek - żeby było mu dobrze tu i teraz. To inna grupa :rolleyes: Eee tam ...stracha raz po raz to ma każdy. Lęk godny wiary w Boga to coś zupełnie innego. A i z tymi wypełniaczami pustki trudno się zgodzić...Bo nie o taką pustkę przecież chodzi. A i z tymi wypełniaczami pustki trudno się zgodzić...Bo nie o taką pustkę przecież chodzi. Tak myślisz? To stań i zapytaj PO CO. Uczciwie. Ja się czasem pytam - po co się uczę. "Robię" kolejne stopnie zawodowe, naukowe i co tam jeszcze. Żeby mieć kasę? E tam, i bez tego można mieć lub nie. Dla przyjemności? No, można się uczyć ale nie koniecznie takich bzdur, jakie są potrzebne do zdania egzaminów. Dla rozwoju umysłu? Oczywiście. Ale patrz wyżej. Co zostaje? Wypełniacz. terminy, do których trzeba zdążyć, zorganizowanie życia pod coś. Brak czasu na pytania, paradoksalnie. Źle wybrałam. Nauka dyscyplinuje umysł. Pytania cisną się same :D.. Inne wypełniacze byłyby lepsze. Np kolejny samochód. Lepszy dom. Lepsza żona. No, mąż... setne buty... pięćdziesiąta nieużywana torebka....zdrowa żywność.... zdrowe życie... sport... impreza alkoholowa co tydzień... milion na koncie.. władza.. o! władza wciąga, doskonale wypełnia czas ;) Lęk jest dobrym wierzą,chodzą do kościoła ,chociaż ich wiara jest na wszelki wiadomo jak to jest? OTO TAJEMNICA (w kościele dodadzą: WIARY). Ewa. Ja się codziennie zastanawiam PO CO?! I co? I nic...Anie mię strach nie oblatuje, ani na najbliższą msze nie ciągnie, ani pójść coś zwędzić, ani komu w łeb dać. Wódka stoi od pól roku i ubywa z niej marnie...Jedno piwko na wygrany secik, czasem zamiennie lampka czerwonego Bordeaux... Nie żebym był nygus, czy jaki abnegat. Ambicji mam sporo, jestem kreatywny.... Nie szukam innego lepszego życia. To przyjmuję jak leci. Tak jest, tak ma być i basta...W dupie mam czy pada deszcz, czy świeci słonce. Lubie fajną pogodę, ale mam też trawnik do podlewania...;) Lęk jest dobrym wierzą,chodzą do kościoła ,chociaż ich wiara jest na wszelki wiadomo jak to jest? To nie jest wiara. To jest NIC. To nie jest wiara. To jest NIC. Zgadzam tak proboszcz mówił mi,że woli 3 prawdziwych wiernych niż setkę udających. To w takim razie wielki człowiek. Gotów zadowolić się trzema datkami na tacę.... To w takim razie wielki człowiek. Gotów zadowolić się trzema datkami na tacę.... Wszystko sprowadzasz do kasy? Wiesz że nie. Chyba, że nie śledzisz wątku. Zgadzam tak proboszcz mówił mi,że woli 3 prawdziwych wiernych niż setkę czym, wg niego różnią się jedni od drugich? A czym, wg niego różnią się jedni od drugich? Jedni są wizją, drudzy istnieją naprawdę. Jedni są wizją, ...Chyba pobożnym życzeniem. :) Greengaz21-09-2014, 20:21Brak strachu, czy lęku? Może wiernym przydałoby się więcej joggingu? Może wiernym przydałoby się więcej joggingu? Niewiernym też. Chef Paul22-09-2014, 02:18Wszelakich lęków i wiar jakichkolwiek wyzbyłem się całkowicie lat gdzieś około siedmiu :( Dziś jestem: abnegatem z defektem mózgu, ćpunem i alkoholikiem (pustkę swą wypełniając jaraniem gandzi, za kołnierz nie wylewając) ... ot taka bakteria ze mnie, (pantofelek rzekłbym) ... tylko gdzieś mnie uwiera skrzeczące we mnie pytanie: na chuj być przyzwoitym ? ... no po kiego ? Że też takie durne myśli hodujesz w głowie... Wszelakich lęków i wiar jakichkolwiek wyzbyłem się całkowicie lat gdzieś około siedmiu :( Dziś jestem: abnegatem z defektem mózgu, ćpunem i alkoholikiem (pustkę swą wypełniając jaraniem gandzi, za kołnierz nie wylewając) ... ot taka bakteria ze mnie, (pantofelek rzekłbym) ... tylko gdzieś mnie uwiera skrzeczące we mnie pytanie: na chuj być przyzwoitym ? ... no po kiego ?Wszelkie badania wskazują na to, że bycie grzecznym, uczynnym, pomocnym, szlachetnym itp wcale nie gwarantują szacunku i podziwu innych. Co więcej, dużo lepiej w życiu mają skurwysyny. Bycie chrześcijaninem gwarantuje stresy, wrzody na żołądku i upadek finansowy. Nasuwa się analogia do komunizmu. Założenia słuszne, tylko jak to w głowach zaimplementować. Stąd może ten "wspaniały" wynalazek jakim jest spowiedź. Umożliwia bycie wierzącym, jak i postępowanie gwarantujące sukces życiowy. Taki rozkrok umysłowy. Pitolicie obywatele. Nie wierzę wam. W czym ma niby lepiej skurwysyn? To że czerpie energię (być może korzyści jakieś także...) z bycia skurwysynem nie stawia go w ani trochę lepszej sytuacji od mojej.... ...W czym ma niby lepiej skurwysyn?... Nie ma skrupułów, nie ma dylematów. W efekcie liczą się z nim bardziej. Z jednym wyjątkiem. W biznesie, ale opartym o czyste zasady kapitalizmu to może być taktyka samobójcza. Są już na szczęście u nas dziedziny w której zaufanie do kontrahenta jest kluczowe. Pole do popisu dla chrześcijanina. :) Nie ma skrupułów, nie ma dylematów. W efekcie liczą się z nim bardziej. Z jednym wyjątkiem. W biznesie, ale opartym o czyste zasady kapitalizmu to może być taktyka samobójcza. Są już na szczęście u nas dziedziny w której zaufanie do kontrahenta jest kluczowe. Pole do popisu dla chrześcijanina. :) Czyli jest zwierzakiem, bo nie ma skrupułów i dylematów...I to ma być powód bym mu zazdraszczał?!;) W biznesie coraz popularniejszy networking, będzie spychać zwierzaki na margines. Oczywiście nie od razu i nie do końca, ale czasy całkowitej bezkarności oszołomów muszą odejść w niebyt... Pepeg z Gumy22-09-2014, 11:28Czyli jest zwierzakiem, bo nie ma skrupułów i dylematów...I to ma być powód bym mu zazdraszczał?!;) W biznesie coraz popularniejszy networking, będzie spychać zwierzaki na margines. Oczywiście nie od razu i nie do końca, ale czasy całkowitej bezkarności oszołomów muszą odejść w niebyt... :lol2:A już przez chwilę miałem wrażenie, że i u Ciebie wraz z wiekiem wzrasta popyt na wszelkiej maści święty spokój. :lol2:A już przez chwilę miałem wrażenie, że i u Ciebie wraz z wiekiem wzrasta popyt na wszelkiej maści święty spokój. ZUS przysłał mi ostatnio wynik moich możliwości emerytalnych (całki żywot coś im płaciłem, czasem niemało...). Jakbym chciał tera emeryturki, dostawałbym od nich co miesiąc 283 zł . Tak wiec, tym samym spokój, to ja sobie mogę w tyłek wsadzić:D Zanim pójdziesz na emeryturę, GUS co jaki czas podnosi średnie dalsze trwania życia.. wtedy dostaniesz jeszcze mniej emeryturki. :( Pepeg z Gumy22-09-2014, 12:59ZUS przysłał mi ostatnio wynik moich możliwości emerytalnych (całki żywot coś im płaciłem, czasem niemało...). Jakbym chciał tera emeryturki, dostawałbym od nich co miesiąc 283 zł . Tak wiec, tym samym spokój, to ja sobie mogę w tyłek wsadzić:D :rotfl: Twoje dwuznaczne poczucie humoru jest tu wyjątkowo bezcenne, jednak stoi dosyć mocno w opozycji do wyważonego, aczkolwiek mimo wszystko stoickiego światopoglądu. W biznesie coraz popularniejszy networking, będzie spychać zwierzaki na margines. Oczywiście nie od razu i nie do końca, ale czasy całkowitej bezkarności oszołomów muszą odejść w niebyt... Ech, cosik mię się widzi, że planujesz kabaret utworzyć i tak się przygotowujesz... coś Ci zapodam na deser Ech, cosik mię się widzi, że planujesz kabaret utworzyć i tak się przygotowujesz... coś Ci zapodam na deser A nie mówiłem?! 1% waryjatów pcha ten wózek... Mirek_Lewandowski22-09-2014, 20:31Wszelakich lęków i wiar jakichkolwiek wyzbyłem się całkowicie lat gdzieś około siedmiu :( Dziś jestem: abnegatem z defektem mózgu, ćpunem i alkoholikiem (pustkę swą wypełniając jaraniem gandzi, za kołnierz nie wylewając) ... ot taka bakteria ze mnie, (pantofelek rzekłbym) ... tylko gdzieś mnie uwiera skrzeczące we mnie pytanie: na chuj być przyzwoitym ? ... no po kiego ? Ech... przyszło mi w niedzielę wysłuchać kazania.:rolleyes: I się dowiedziałem. Otóż księżulek dywagował, czemu porządni ludzie młodo umierają, a niejeden łobuz żyje do lat wielu na utrapienie innych. I doszedł do wniosku, że tak jest, bo Bóg daje mu czas, aby się opamiętał i poprawił!:lol2: Ech... przyszło mi w niedzielę wysłuchać kazania.:rolleyes: I się dowiedziałem. Otóż księżulek dywagował, czemu porządni ludzie młodo umierają, a niejeden łobuz żyje do lat wielu na utrapienie innych. I doszedł do wniosku, że tak jest, bo Bóg daje mu czas, aby się opamiętał i poprawił!:lol2:Łał! No i wszystko jasne. Chef Paul22-09-2014, 21:30Ech... przyszło mi w niedzielę wysłuchać kazania.:rolleyes: I się dowiedziałem. Otóż księżulek dywagował, czemu porządni ludzie młodo umierają, a niejeden łobuz żyje do lat wielu na utrapienie innych. I doszedł do wniosku, że tak jest, bo Bóg daje mu czas, aby się opamiętał i poprawił!:lol2: w takim razie będę żył wiecznie :) ;) Ech... przyszło mi w niedzielę wysłuchać kazania.:rolleyes: I się dowiedziałem. Otóż księżulek dywagował, czemu porządni ludzie młodo umierają, a niejeden łobuz żyje do lat wielu na utrapienie innych. I doszedł do wniosku, że tak jest, bo Bóg daje mu czas, aby się opamiętał i poprawił!:lol2: Niczym Jaruzelski! Jak mojej matuli powiedziałem, że Jaruzel się wyspowiadał i przyjął komunię przed śmiercią, więc pójdzie do nieba, to się złapała za głowę i powiedziała, że ona do takiego nieba nie chce! Że mam jej znaleźć inne i koniec! No i mam problem... Chef Paul22-09-2014, 22:09Niczym Jaruzelski! Jak mojej matuli powiedziałem, że Jaruzel się wyspowiadał i przyjął komunię przed śmiercią, więc pójdzie do nieba, to się złapała za głowę i powiedziała, że ona do takiego nieba nie chce! Że mam jej znaleźć inne i koniec! No i mam problem... coś tam Stasiu wyszukasz :) ... dla uspokojenia Mamy, zawsze możesz Jej powiedzieć, że poszedł do specjalnej izolatki ;) tylko dla wojskowych :) Pepeg z Gumy22-09-2014, 23:02coś tam Stasiu wyszukasz :) ... dla uspokojenia Mamy, zawsze możesz Jej powiedzieć, że poszedł do specjalnej izolatki ;) tylko dla wojskowych :) Taa! Zwłaszcza ,że tylko Bóg skruszonym grzesznikom ponoć wybacza, katolik - przenigdy. Im większe cierpienie grzesznika, tym jego dusza więcej słodyczy zażywa. Mnie zaś jednako zawsze bawił religijny relatywizm wyznaniowy. Mnie jednak żal nieco, iż dla chrześcijan nie starczyło już dziewic w raju... Greengaz23-09-2014, 05:38Z dziewicami to ponoć błąd tłumaczenia. Chodziło o winne grona czekające w raju. Gdyby nie ten błąd, nie byłoby tylu terrorystów-samobójców. Cholera wie co kogo tam czeka. Mnie jednak żal nieco, iż dla chrześcijan nie starczyło już dziewic w raju...A skąd wiesz? Ulegasz wrogiej propagandzie. :) Mirek_Lewandowski29-09-2014, 06:41 Nie narzekajcie... w Gliwicach można steki w piątek jeść... Pepeg z Gumy29-09-2014, 07:28A skąd wiesz? Ulegasz wrogiej propagandzie. :) To nie propaganda. Dziś prawdziwych dziewic już nie ma. Swoją drogą, zastanawiająca jest ta muzułmańska potrzeba mnogiej defloracji. Pepeg z Gumy29-09-2014, 07:30 ( Fkat%2C1342%2Ctitle%2CGliwicki-proboszcz-udzielil-dyspensy-na-mieso-z-konkretnego-sklepu%2Cwid%2C16917756% Nie narzekajcie... w Gliwicach można steki w piątek jeść... Rozczarowałem się, bo co prawda można ale tylko z koszernych masarni. A jest gdzies wyszczegolnione ze te "dziewice" to kobiety? Moze to stado... meee.... meee....:rolleyes::D:D:D Trafiasz, szczęśliwy do raju a tam prowadzą cię na łąkę. Masz używaj ile wlezie. :) Mirek_Lewandowski29-09-2014, 09:55I nie ma obrońców zwierząt?:jawdrop: I nie ma obrońców zwierząt?:jawdrop: Niby przed czym je bronić? Toż to sama, czysta rozkosz znaleźć się pod wiernym wojownikiem Allaha! Mirek_Lewandowski29-09-2014, 12:20No przecież kobieta od zwierzęcia się różni! A wiecie dlaczego Ci wojownicy najczesciej "korzystaja" stojac z "ofiara" nad przepascia? Po takim zaszczycie nie moze już z nikim kopulować, więc musi zginąć. No nie... az tak okrutni nie sa... i nie maja ich na " one night stand", ale stojac nad przepascia jest to jedyny moment kiedy "sie odpycha"..., pewnie daje zludne wrazenie "chetnej":rolleyes: Ejże... chyba nie czytałeś o niedawnej wypowiedzi jednego z ważnych imamów. Stwierdził on mianowicie, że ichniejszy wierny muzułmanin, w przypadku braku kobiety pod ręką, może sobie ulżyć z owcą albo kozą, ale przecież to stworzonko nie może być wtedy już "użytkowane" przez kogoś innego, więc po zakończonym okresie "użytkowania" musi zostać unicestwione. A kilka razy przez tego samego? Wyglądało na to, że tak... :) Zdun Darek B05-10-2014, 17:52Zgadzam tak proboszcz mówił mi,że woli 3 prawdziwych wiernych niż setkę udających. Taak ?? A mówili że większa radość z jednego nawróconego niż 100 wiernych ... O jakich udających piszesz ?? Pepeg z Gumy06-10-2014, 07:50A kilka razy przez tego samego? A czemu nie, skoro bez pamięci się zakocha ze wzajemnością a i owiecka będzie dobra w te klocki? Bardzo mnie cieszy , że chociaż Hyde Park jest otwarty na dyskusje w tematach uważanych przez katolików za tabu. Luluś Hartman i minister Fuszera tak ładnie zostali wpisani przez chrześcijan w walkę propagandową o stołki samorządowe, że strach pomyśleć czy na niektóre tematy niebawem nie trzeba będzie mieć (ogólnie pojętej) zgody społecznej. Czy na indeksie ksiąg zakazanych chrześcijan znajduje się już Sofokles, Eurypides, że zboczeńca Wagnera nie wspomnę? Czy na indeksie ksiąg zakazanych chrześcijan znajduje się już Sofokles, Eurypides, że zboczeńca Wagnera nie wspomnę? Ty nie sięgaj tak daleko, bo wg mnie, zagrożona jest np. Lokomotywa, Tuwima. Tać to czyste porno! Stoi sapie dyszy i dmucha, żar z rozgrzanego jej brzucha bucha... Greengaz06-10-2014, 08:37Byloby to tylko śmieszne, gdyby nie tak blisko rzeczywistości. Pepeg z Gumy06-10-2014, 09:00Ty nie sięgaj tak daleko, bo wg mnie, zagrożona jest np. Lokomotywa, Tuwima. Tać to czyste porno! Stoi sapie dyszy i dmucha, żar z rozgrzanego jej brzucha bucha... To dosyć smutne, ale i ja uważam ,że w środowisku tzw. polskiego katolicyzmu zagrożeniem może być nawet książka telefoniczna. No i zapomniałeś, że Tuwim był Żydem. Jedyny przykład cenzurowania Tuwima jaki znam nie jest dziełem katolików, ale lewicowych postępaków. Pojawiły się w sprzedaży nowe wersje "Murzynka Bambo", w której wycięli fragment o wchodzeniu na drzewo. Oryginał i wersja po postępowej cenzurze Ale bójta się dalej katolików. Porażka, żeby takie "klasyki" cenzurować? Niby mamy XXI wiek, a ja coraz częściej czuję się jak w orwellowskim 84'...:bash: Jedyny przykład cenzurowania Tuwima jaki znam nie jest dziełem katolików, ale lewicowych postępaków. Pojawiły się w sprzedaży nowe wersje "Murzynka Bambo", w której wycięli fragment o wchodzeniu na drzewo. Znaczy, w przeciwieństwie do mnie, nie łazili po drzewach. Głupki, nie wiedzą co dla dzieci dobre... Pepeg z Gumy06-10-2014, 10:11Ale bójta się dalej katolików. Po za stwierdzeniem faktu ,że nikt tu nie przejawia strachu, jestem porażony taką siłą argumentu. Wklej coś jeszcze. Może jakieś ocenzurowane fragmenty Biblii dla równowagi ? :lol2: :P:P:P Tą emotke koniecznie trzeba ocenzurować.... Pepeg z Gumy09-10-2014, 09:00:P:P:P Tą emotke koniecznie trzeba ocenzurować.... To podobnie jak nowy elementarz. A takie logo widzieliście? To symbol Catholic Church's Archdiocesan Youth Commission od 1973 roku. Tu są jeszcze lepsze A to polski akcent Firma Mont - Sat z Jeleniej Góry. A takie logo widzieliście? To symbol Catholic Church's Archdiocesan Youth Commission od 1973 roku. ( l%2Fpieniadz%2F56%2C136156%2C16781361%2CCzy_zle_lo go_moze_ k) Tu są jeszcze lepsze Przynajmniej szczerze... Powered by vBulletin™ Version Copyright © 2022 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved. Spolszczenie: - Polski support vBulletin Opublikowano: 2020-09-23 17:16: Dział: Polityka NASZ WYWIAD. O. Roman Laba: Czym się różni chrześcijańskie rozumienie braterstwa od rozumienia masońskiego Polityka opublikowano: 2020-09-23 17:16: autor: Fratria „Braterstwo w ujęciu masońskim dąży do zniesienia wszelkich granic i różnic: religijnych, narodowych, społecznych itd. Powinno ono obejmować wszystkich ludzi, niezależnie od ich wiary czy przekonań. Nieważne, czy wierzysz w Chrystusa, Buddę, Allaha czy Wisznu – ważne, że jesteś bratem. Wobec tej nadrzędnej idei wszelkie różnice religijne nabierają drugorzędnego znaczenia. Chrześcijaństwo z kolei dąży do braterstwa wszystkich ludzi, ale w Jezusie Chrystusie, ponieważ Jego uznaje za Alfę i Omegę – od którego pochodzi nasze życie, i do którego ono zmierza” – mówi paulin o. dr Roman Laba, biblista, krajowy duszpasterz rodzin na Ukrainie. Od czasu wspólnej deklaracji o ludzkim braterstwie, podpisanej w zeszłym roku w Abu Zabi przez Franciszka i wielkiego imama Al-Azhar, bardzo dużo w świecie chrześcijańskim mówi się o braterstwie. Katolicy oczekują teraz ogłoszenia nowej encykliki „Fratelli tutti”, poświęconej właśnie temu zagadnieniu. Pojawia się wiele interpretacji dotyczących owej koncepcji. Proszę Ojca, dokonał Ojciec teologicznej analizy i porównania idei braterstwa w ujęciu chrześcijańskim oraz w ujęciu masońskim, dochodząc do ciekawych wniosków. Swój wywód zaczyna jednak Ojciec od kultury starogreckiej. Dlaczego? o. dr Roman Laba: W ślad za kardynałem Josephem Ratzingerem chciałem spojrzeć na rozumienie braterstwa w środowiskach, w których narodził się Kościół. Z jednej strony był to świat kultury greckiej (czy szerzej hellenistycznej), a z drugiej świat kultury żydowskiej. Dopiero na tym tle można zrozumieć lepiej fenomen chrześcijaństwa. Otóż dla Greków braterstwo było relacją między członkami tego samego ludu, a więc rozszerzonym pokrewieństwem krwi. Braćmi nazywano też przyjaciół i było to „powinowactwo z wyboru”. To braterstwo zakreślało granice wspólnoty i obowiązki moralne wobec jej członków. Inne zasady postępowania obowiązywały wobec „braci”, a inne wobec „nie-braci”. Do tej idei w niektórych środowiskach dochodził też element religijny, tzn. obcy mógł zostać bratem poprzez wtajemniczenie. Stąd wywodzi się instytucja bractwa. A jak wyglądało to w drugiej kulturze: biblijnego Izraela? Objawienie starotestamentowe wyniosło ideę braterstwa na inny poziom. Dla Żydów bratem był ten, kto należał do Narodu Wybranego. Fundamentem tego braterstwa było przymierze zawarte z Bogiem Izraela. Wspólnota braterska była więc wspólnotą przymierza, wspólnotą wybrania. Dlatego zobowiązania etyczne Izraelitów wobec swoich rodaków różniły się od zobowiązań etycznych wobec pogan. Zarazem jednak w tradycji biblijnej Izraela istniało uniwersalne otwarcie wykraczające poza granice jednego ludu, które oparte było na wierze, że Bóg Izraela jest Bogiem całego świata. Ta sama tradycja odsyła nas do pojęcia ojcostwa. Dla Żydów Bóg jest ojcem w sposób szczególny – poprzez wybranie, którego dokonał. Dla innych jest natomiast ojcem na mocy aktu stworzenia. Zarówno dla jednych, jak i dla drugich fundamentem braterstwa pozostaje jednak ojcostwo. Jak możemy być braćmi, skoro nie mamy wspólnego ojca? Co się zmieniło w Nowym Testamencie? Jezus używał przecież pojęcia „brat” również w takim znaczeniu jak je rozumieli ówcześni Żydzi. To prawda, ale nie cała, ponieważ w Ewangeliach możemy znaleźć dwa różne ujęcia, w jakich pojawia się słowo „brat”. Z jednej strony Jezus używa tego słowa swych w mowach skierowanych do Żydów w takim znaczeniu, w którym jest ono dla nich zrozumiałe, np. w Kazaniu na Górze. Z drugiej jednak strony nazywa tak swoich uczniów, zastępując tym samym pokrewieństwo krwi pokrewieństwem ducha. Braćmi są więc członkowie wspólnoty chrześcijańskiej, których dotyczy np. „correctio fraterna”, czyli braterskie upomnienie – nie ma ono przecież sensu poza wspólnotą Kościoła. Z najpełniejszym wyrazem rozumienia przez Jezusa pojęcia braterstwa mamy do czynienia w scenie opisanej przez św. Marka: „Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: «Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie». Odpowiedział im: «Któż jest moją matką i [którzy] są braćmi?» I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: «Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką» (Mk 3, 31-35).” Zobaczmy, że zniesione zostaje tu braterstwo wynikające z pokrewieństwa krwi, a ustanowione braterstwo wynikające z pokrewieństwa ducha. Wypełnianie woli Ojca stanowi więc fundament najgłębszego pokrewieństwa z Jezusem oraz zasadę prawdziwego braterstwa. W tym samym świetle należy odczytać inny fragment z Ewangelii św. Marka, gdzie jest mowa o opuszczeniu braci według więzi ciała i stukrotnym pozyskaniu braci w wierze. Ideę braterstwa rozwija także w swych listach św. Paweł, który nadaje jej wymiar trynitarny, a więc odnosi ją nie tylko do Boga Ojca, lecz także do Ducha Świętego. Braterstwo jest więc pokrewieństwem duchowym (przez Ducha), które jednak bez Ojca nie ma sensu. A co z „braćmi najmniejszymi”, którzy pojawiają się w przypowieści Jezusa o Sądzie Ostatecznym? Mamy w niej wizję, w której ludzie nie będą sądzeni według swojej wiary, ale według swoich uczynków: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”… To fragment, który zasługuje na szczególne omówienie. Mamy w nim bowiem opis Sądu Ostatecznego nad „narodami”, po grecku: „ethne”. To odpowiednik hebrajskiego „goim”, oznaczającego gojów, czyli pogan. Tak więc owe narody („ethne”) to w ujęciu Nowego Testamentu poganie, narody pogańskie. To się pojawia także w innych księgach. Dzieje Apostolskie opisują napięcie pomiędzy członkami pierwszej gminy chrześcijańskiej a narodami („ethne”). Dla św. Pawła Apostoła przymiotnik „ethnikos” był tożsamy z przymiotnikiem „pogański”. We wspomnianej przypowieści mamy zatem opis Sądu Ostatecznego nad poganami, a więc nad osobami nie znającymi Boga Nowego Testamentu, czyli Jezusa Chrystusa. Będą oni sądzeni na podstawie swojego stosunku do „braci najmniejszych”. Kim są jednak owi „bracia najmniejsi”, po grecku: „elachistoi”? Otóż są nimi wyznawcy Chrystusa – ci, którzy pełnią Jego wolę. W tej mowie Jezus utożsamia ich wprost z samym sobą. Sąd nad poganami będzie się więc odbywał w pierwszej kolejności na podstawie ich stosunku wobec chrześcijan. Tak odczytywali ten fragment Ewangelii wielcy egzegeci, tacy jak Orygenes, św. Bazyli Wielki, św. Augustyn, św. Beda Czcigodny czy św. Tomasz z Akwinu. A jak wobec tego powinni postępować chrześcijanie wobec pogan, którzy – w tym ujęciu – nie są ich „braćmi”, ponieważ nie należą do Kościoła? Kim wobec tego są i jak ich traktować? Św. Paweł pisze, że każdy człowiek jest zaproszony do wspólnoty Kościoła, ale „bratem” jest tylko ten, kto na to zaproszenie w pełni odpowiada. Każdemu człowiekowi należy się „agape” (miłość), ale tylko bratu, czyli chrześcijaninowi należy się „filadelfia” (miłość braterska). To samo stanowisko reprezentuje św. Piotr, gdy pisze: „Wszystkich szanujcie, braci miłujcie, Boga się bójcie, czcijcie króla!” O różnicy, z jaką należy traktować z jednej strony chrześcijan, czyli braci, a z drugiej heretyków, pisze też św. Jan Ewangelista. Oto jego zalecenia, jak postępować wobec współwyznawców: Ty, umiłowany, postępujesz w duchu wiary, gdy pomagasz braciom, a zwłaszcza przybywającym skądinąd. Oni to świadczyli o twej miłości wobec Kościoła; dobrze uczynisz zaopatrując ich na drogę zgodnie z wolą Boga. Przecież wyruszyli w drogę dla imienia Jego, nie przyjmując niczego od pogan. Powinniśmy zatem gościć takich ludzi, aby wspólnie z nimi pracować dla prawdy (3 J 1, 5-8). Inaczej – według św. Jana – należy postępować wobec osób spoza wspólnoty Kościoła: Jeśli ktoś przychodzi do was i tej nauki nie przynosi, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie go, albowiem kto go pozdrawia, staje się współuczestnikiem jego złych czynów (2 J 10-11). W tym wypadku nie ma więc mowy o braterstwie. Chrześcijanin jest wezwany do tego, by miłować swoich nieprzyjaciół, nawet wybaczać swoim prześladowcom, ale nie może traktować wszystkich jak braci. Braterstwo jest zarezerwowane dla braci w Chrystusie. A kim jest wobec tego bliźni? Bliźni to człowiek, którego Bóg stawia na mojej drodze tu i teraz. Bliźni, czyli człowiek, który jest blisko mnie. Może on być moim bratem, czyli chrześcijaninem, ale może być też nie-bratem, czyli nie-chrześcijaninem. W obu przypadkach jestem tak samo zobowiązany przyjść mu z pomocą, okazywać miłość, a nawet wybaczać krzywdy. Bliźni to nie jest pojęcie abstrakcyjne. Łatwo jest mówić o swojej miłości do wszystkich ludzi, zwłaszcza tych w Afryce, których się na oczy nie widziało. Ale dopiero bliźni, którego Bóg stawia na naszej drodze, jest prawdziwym sprawdzianem chrześcijańskiej miłości. Wróćmy jednak do idei braterstwa. Jak wyglądała ona w pierwotnym Kościele? Dla Ojców Kościoła brat oznaczał po prostu chrześcijanina. Wraz z upływem wieków jednak pojęcie to zaczęło być ograniczane do życia zakonnego i braćmi nazywano już tylko mnichów. Był to rodzaj swoistego klerykalizmu, który zawęził rozumienie tego słowa, jednak jego teologiczne znaczenie jest znacznie szersze. A jak wygląda wobec tego braterstwo w ujęciu masońskim? W wolnomularstwie braterstwo dotyczy ludzi różnych religii, narodowości i poglądów, a jego urzeczywistnienie jest jednym z celów masonerii, która odwołuje się do słynnej dewizy z czasów rewolucji francuskiej: „Liberte, egalite, fraternite”. Jeden z XVIII-wiecznych iluminatów Adama Weishaupt pisał, że nauka Jezusa, jako nieodpowiednia dla naszych czasów, musi ustąpić przed nauką masońską, zaś Trójcę Świętą powinna zastąpić oświeceniowa triada: wolność, równość, braterstwo. To braterstwo nie ma jednak transcendentnego wymiaru, ponieważ pozbawione zostało wspólnego Bożego ojcostwa. Jak jednak możemy być braćmi, skoro nie mamy jednego ojca? No właśnie, jak? O ile braterstwo chrześcijańskie tworzone jest „od góry” przez Boga Ojca, o tyle braterstwo masońskie kreowane jest niejako „od dołu” i opiera się na wspólnocie pochodzenia oraz naturze wszystkich ludzi. Cel wolnomularzy, czyli urzeczywistnienie braterstwa wszystkich ludzi, jest jednak w praktyce nierealistyczny i utopijny. Braterstwo, które jednakowo dotyczy wszystkich, w rzeczywistości nie traktuje nikogo poważnie. Pokazała to rewolucja francuska, głosząca z jednej strony powszechne braterstwo wszystkich ludzi, a z drugiej posyłająca na śmierć tysiące niewinnych i bezbronnych ofiar. Jeżeli oderwiemy braterstwo od Bożego ojcostwa, to pozbawimy je prawdy absolutnej. Innymi słowy: to, co jest prawdą dla mnie, niekoniecznie musi być prawdą dla mojego brata. Na poziomie poznawczym prowadzi to do sceptycyzmu, na poziomie moralnym do relatywizmu, a na poziomie religijnym do synkretyzmu. Zacytujmy jednego ze współczesnych masonów francuskich, senatora Henriego Caillaveta, który powiedział: „Nie ma uniwersalnej moralności pochodzącej od Boga. Moralność jest nietrwała, rozwija się i nie jest transcendentna. To, co jest prawdziwe dzisiaj, jutro będzie fałszywe.” Jak wobec tego powinno się urzeczywistnić braterstwo według tej koncepcji? Braterstwo w ujęciu masońskim dąży do zniesienia wszelkich granic i różnic: religijnych, narodowych, społecznych itd. Powinno ono obejmować wszystkich ludzi, niezależnie od ich wiary czy przekonań. Nieważne, czy wierzysz w Chrystusa, Buddę, Allaha czy Wisznu – ważne, że jesteś bratem. Wobec tej nadrzędnej idei wszelkie różnice religijne nabierają drugorzędnego znaczenia. Chrześcijaństwo z kolei dąży do braterstwa wszystkich ludzi, ale w Jezusie Chrystusie, ponieważ Jego uznaje za Alfę i Omegę – od którego pochodzi nasze życie, i do którego ono zmierza. Jak mówi jeden ze współczesnych wolnomularzy hiszpańskich, wykładowca prawa dr Santiago José Castellá: „masońska idea uniwersalnego braterstwa prowadzi ku temu, iż ponad państwami oraz etnicznymi, kulturalnymi czy narodowymi różnicami istnieje wewnętrzna godność człowieka, która powinna otrzymać odpowiedź na wyzwania globalnej polityki, które różnią się w zależności od czasu”. Zauważmy, że jest to koncepcja bliska myśleniu wielu współczesnych globalistów. Oni również bardzo często opowiadają się za braterstwem, ale odciętym od transcendentnego źródła, czyli osobowego Boga. O tym podczas swej pielgrzymki do Polski w 1991 roku mówił Jan Paweł II: „w tak zwanych czasach nowożytnych, Chrystus jako sprawca ducha europejskiego (…) został wzięty w nawias i zaczęła się tworzyć inna mentalność europejska, mentalność, którą krótko można wyrazić w takim zdaniu: «Myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał«.” Jak zagubione dzieci bez ojca. Rozmawiał Grzegorz Górny Publikacja dostępna na stronie: Zapewniam cię że bóg katolików nie ma nic wspólnego z Prawdziwym Bogiem. Katolicki bóg chodzi w białej szacie, jezdzi nowym modelem fiata,, ah... to tylko jeden z bogów katolickich. Należy przypomnieć że ile ołtarzy katolickich, tyle i bogów katolickich. Namnożyli bogów swoich, tak zwanych matek boskich, drewnianych bogów, bogów na krzyżu wiszących, choć nie mających w sobie tchu, takich niemych, głuchych, ślepych bogów mnóstwo w katolicyzmie. Na podobieństwo Babilonu ze starych dni, na podobieństwo Egiptu z dawnych lat... Zapewniam wszystkich czytających moje wypowiedzi, iż te bogi niebawem zakończą swą bytność, i to może was zaskoczyć, ale uczyni to Prawdziwy Bóg poprzez władze ONZ, a potem również na ONZ przyjdzie kolej, by otrzymała ta obrzydliwość pełną odpłatę, należną za ich błąd, błąd w postaci przeciwstawienia się powstawaniu Rządu Boga Żywego, na którego czele stoi Król Gór, Jezus Chrystus, Król równin, Jezus Chrystus, Król tych pod ziemią, Jezus Chrystus. Amen! i Amen! (Filipian 2:10-11) {"type":"film","id":124613,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Kod+da+Vinci-2006-124613/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Kod da Vinci 2006-05-19 23:07:12 i to nie chodzi o te całe teorie na temat żony i dzieci, ale o to że kwestoinowało się boskość Jezusa Chrystusa! Kim jest ten cały Dan Brown, nauczyciel amerykańskich nastolatków, aby negować naszą wiarę? Film dobry dla właśnie amerykańskich gówniarzy, nie dla ludzi rozumnych! annazc "W tym zdaniu jest błąd logiczny- jeżeli należysz do KK i piszesz to zdanie, to tym samym dajesz dowód, że KK nie poropaguje TYLKO ciemnoty- jest przynajmniej jedna osoba, która propaguje jasność-ty."Pisząc o kościele mam na myśli instytucję, nie ogół wiernych. A ona jaka jest, wszyscy widzą. Poza tym, ja już prawdopodobne niedługo będe cokolwiek swoją osobą popierał czy propagował. "To naprawdę dziwne, że pozostajesz tak niewzruszony w stosunku do fikcji obracającej w puch dogmaty Twojej wiary, ale z powodu zachowania LUDZI potrafisz wyrzec się ciała i krwi swojego Boga."Nigdzie nie napisałem, że wyrzeknę się wiary. Wierzyć w Boga można też nie będąc katolikiem, ani nawet chrześcijanienm. Nie jestem w ogóle zwolennikiem silnego zinstytucjonalizowania wiary, mnożenia zakazów, nakazów i interpretacji wiary przez ludzi. Hierarchowie, a więc ludzie, ustalają sobie coś, jakieś prawa swojej instytucji i wszyscy wierzący mają to przyjąć, że to wola boża lub coś podobnego. Nie zgadzam się z czymś takim - robię, mówię i myślę wiele rzeczy, które pewnie według kościoła sa grzeszne, plugawe i w ogóle czynią ze mnie bezbożnika, ale ja mam przekonanie, że żyję w zgodzie ze sobą i z Bogiem. A tym bardziej nie będą mi narzucać swoich poglądów ludzie, którzy nie cieszą się moim szacunkeim i co do religijności których mam poważne wątpliwości. A ta wielce obrazoburcza fikcja w żaden sposób niczego w puch nie obraca. Po prostu jest, a co z nią zrobią ludzie, jak do niej podejdą i jak ją ocenią - to dopiero może sprawić, że wywrze ona jakiś skutek. A to już zupełnie inna sprawa."Czy do tych "grzechów" doliczasz takze swoje pzrewinienia?? Bo musze cię uswiadomić, ze dopóki jesteś w KK to obciażasz go tak samo jak i duchowni."Póki wciąż jestem w kościele - tak, uznaję, że kościół uważa pewne moje postępki za grzech i w tym sensie obciążam go nimi. Ale widzisz, właśnie dlatego jestem blisko zerwania z kościołem, bo ja nie uważam za grzech wielu rzeczy, z których teoretycznie mam obowiązek się spowiadać. Nie mam zamiaru obwiniać się i potępiać za coś, co uważam za dobre. A co do grzechów duchownych - jako Ci, którzy roszczą sobie prawo do osądzania nas i mówienia nam co jest dobre a co złe, powinni świecić przykładem a robią dokładnie coś odwrotnego."I jeżeli z wolnej woli jest w kościele to znaczy, że z wolnej woli pzryjmuje autorytet duchownych. Proste?"Tak, proste. Dlatego, żeby wszystko było ok, myślę poważnie nad wypisaniem się. Bo dla mnie duchowni katoliccy (a raczej ich większość)nie są autorytetem. I żeby było jasne - z wolnej woli się w kościele nie znalazlem, tylko mnie ochrzczono jak robiłem w pieluchy i nie mogłem zaprotestować. Dwight_ "Nigdzie nie napisałem, że wyrzeknę się wiary. Wierzyć w Boga można też nie będąc katolikiem, ani nawet chrześcijanienm." A ja nigdzie nie napisałam, ze sie jej wyrzekasz, kotku. Napisałam tylko, ze wyrzekasz się CIAŁA I KRWI BOGA. "A ta wielce obrazoburcza fikcja w żaden sposób niczego w puch nie obraca. Po prostu jest, a co z nią zrobią ludzie, jak do niej podejdą i jak ją ocenią - to dopiero może sprawić, że wywrze ona jakiś skutek. "W pewnym sensie masz rację- nie można napisac, że winą ksiązki jest, że odwraca ludzi od wiary, bo to czy się odwrócą czy nie to już ich wybór. Ale niezależnie od tego wyboru książka ta KWESTIONUJE dogmaty."Póki wciąż jestem w kościele - tak, uznaję, że kościół uważa pewne moje postępki za grzech i w tym sensie obciążam go nimi."Ale ja Cię wcale o to nie pytam. NIe pytam cię o grzechy, które KOŚCIÓŁ uważa za grzech. "A co do grzechów duchownych - jako Ci, którzy roszczą sobie prawo do osądzania nas i mówienia nam co jest dobre a co złe, powinni świecić przykładem a robią dokładnie coś odwrotnego."Duchowni nie roszczą sobie prawa do osądzania nikogo. ("nie sądźcie abyście nie byli sadzeni"). Ideałem KOścioła jest w sytuacja, w której duchowni POWTARZAJĄ PO JEZUSIE co jest dobre a co złe. Jednak ludzie są tylko ludźmi i popełniają błędy. To jednak, że nie zawsze realny KOściół dorównuje idei KOścioła Chrystusowego nie kwestionuje jego ważności, prawdziwości i konieczności trwania w nim. CZyżbyś sądził, ze KOściół tworzony pzrez ludzi ma szanse być idealny???"Bo dla mnie duchowni katoliccy (a raczej ich większość)nie są autorytetem."Och, źle się wyraziłam. Dla mnie większoś duchownych również nie jest autorytetem. Autrytetem w spawach wiary jest KOściół, a duchowni ( w sprawach wairy) POWINNI być "ustami KOścioła". I kiedy nimi są, to powinni być autorytetem dla wiernych.. annazc "A ja nigdzie nie napisałam, ze sie jej wyrzekasz, kotku. Napisałam tylko, ze wyrzekasz się CIAŁA I KRWI BOGA."A możesz mi wyjaśnić w jaki sposób? "W pewnym sensie masz rację- nie można napisac, że winą ksiązki jest, że odwraca ludzi od wiary, bo to czy się odwrócą czy nie to już ich wybór. Ale niezależnie od tego wyboru książka ta KWESTIONUJE dogmaty."No i co z tego? Może sobie kwestionować, jak chce. Nie mam zamiaru prowadzić krucjat przeciwko tym, którzy uważają inaczej, bo to nijak w moją wiarę nie uderza."Ale ja Cię wcale o to nie pytam. NIe pytam cię o grzechy, które KOŚCIÓŁ uważa za grzech"A o jakie? Innych raczej na sumieniu nie mam..."Duchowni nie roszczą sobie prawa do osądzania nikogo. ("nie sądźcie abyście nie byli sadzeni"). Ideałem KOścioła jest w sytuacja, w której duchowni POWTARZAJĄ PO JEZUSIE co jest dobre a co złe. Jednak ludzie są tylko ludźmi i popełniają błędy. To jednak, że nie zawsze realny KOściół dorównuje idei KOścioła Chrystusowego nie kwestionuje jego ważności, prawdziwości i konieczności trwania w nim. CZyżbyś sądził, ze KOściół tworzony pzrez ludzi ma szanse być idealny???"Nie, nie sądzę tak i dlatego moim ideałem wiary jest taka, która pozostaje między mną a Bogiem, bo każda forma pośredniczenia przez ludzi wypacza taki kontakt. A fakt, że kościól realny nie dorównuje kościołowi Chrystusa właśnie bardzo kwestionuje jego sens. A przynajmniej kwestionuje tak mocny jego wpływ na wierzących, tak silne zinstytucjonalizowanie religii."Autrytetem w spawach wiary jest KOściół, a duchowni ( w sprawach wairy) POWINNI być "ustami KOścioła". I kiedy nimi są, to powinni być autorytetem dla wiernych.."Racja, kiedy nimi są, ale są bardzo rzadko. Bo owymi "ustami kościoła" nie powinni być tylko przez nauczanie, ale przez dawanie świadectwa swoim postępowaniem. A z tym jest kiepsko. Dwight_ "A możesz mi wyjaśnić w jaki sposób?"Odchodząc z kościoła, w którym te "specjały" są udzielane."A o jakie? Innych raczej na sumieniu nie mam... "Heeej no teraz pzreszedłeś sam siebie. Przecież sam mówisz, że masz inne pojęcie na temat grzechu niż kościół. Ja np. nie uważam aby moje nieuznawanie kultu świętych było grzechem. Nie spowiadam się z tego i gdyby ktoś mnie zapytał, jakie grzechu "dodaję" do bagażu kościoła, nie wymieniłabym tego. A ty nie potrafisz posługiwać się SWOIM wyczuciem gzrechu?"Nie, nie sądzę tak i dlatego moim ideałem wiary jest taka, która pozostaje między mną a Bogiem, bo każda forma pośredniczenia przez ludzi wypacza taki kontakt. "Myślisz, że ty sam, jako osoba grzeszna, tego kontaktu nie wypaczasz? Albo zgodzimy się, że zawsze nasz kontak z Bogiem jest nieidealny albo nie mamy o czym gadać."A fakt, że kościól realny nie dorównuje kościołowi Chrystusa właśnie bardzo kwestionuje jego sens."Możesz to ajkoś aurgumentować? Przecież Jezus zakładając KOściół musiał wiedzieć (bo znał ludzi) że zawsze będą w nim grzechy i gzreszki. A mimo to założył go."Bo owymi "ustami kościoła" nie powinni być tylko przez nauczanie, ale przez dawanie świadectwa swoim postępowaniem. "Buhahahahahahahahaha. Lekarz ma leczyć, a nie być okazem zdrowia. Jezeli od ksieży wymagamy, żeby byli wzorem to TEGO SAMEGO musimy wymagać od samych siebie annazc "Odchodząc z kościoła, w którym te "specjały" są udzielane."Cóż, jeśli zrezygnuję w ogóle, to będę się widocznie musiał z tym pogodzić. "Heeej no teraz pzreszedłeś sam siebie. Przecież sam mówisz, że masz inne pojęcie na temat grzechu niż kościół. (...) A ty nie potrafisz posługiwać się SWOIM wyczuciem gzrechu?"Potrafię, ale za bardzo wiem, czego ode mnie wymagasz. Czy popełnianie którychś z siedmiu grzechów głównych to satysfakcjonująca odpowiedź? Nie żyję w "czystości" i łamię zakazy i nakazy kościoła w tej kwestii. I jakoś nie mam poczucia, że popełniam przeciwko komukolwiek jakiś tym - napiszę ogólnikowo - mam inny światopgląd na temat różnych rzeczy, które kościół też odsądza od czci i wiary, ale póki co osobiście do tego ręki nie przykładam, choć nie wiem czy kiedyś to nie nastąpi w ten czy inny sposób (np. głosując za czymś)."Ja np. nie uważam aby moje nieuznawanie kultu świętych było grzechem. Nie spowiadam się z tego i gdyby ktoś mnie zapytał, jakie grzechu "dodaję" do bagażu kościoła, nie wymieniłabym tego."A wolno spytać, czy gdyby ksiądz na spowiedzi uznał za stosowne się dopytać akurat o to i stwierdziłby, że to grzech i masz się dziecko pokajać, to co byś zrobiła?"Myślisz, że ty sam, jako osoba grzeszna, tego kontaktu nie wypaczasz? Albo zgodzimy się, że zawsze nasz kontak z Bogiem jest nieidealny albo nie mamy o czym gadać."Myślę, że im więcej pośredników, tym bardziej jest to kontakt wypaczony. "Możesz to ajkoś aurgumentować? Przecież Jezus zakładając KOściół musiał wiedzieć (bo znał ludzi) że zawsze będą w nim grzechy i gzreszki. A mimo to założył go."Ale nie uważam np. by to, czego dopuszczał się kościół w przeszłości, zasługiwało na rozgrzeszenie tylko z racji tego, że był kościołem i nie uważam też, żebym dziś widząc to co robi kościoł, musiał uznać konieczność jego istnienia, jego doniosłą misję i się mu podporzadkować. Wątpię też, by się to co robią ludzie kościoła podobało Bogu, choć sam ten kościół założył. Człowieka też stworzył, a potem zgładził tych w Sodomie i Gomorze, a innych potopił więc - jak widać - sam nie uznaje swojego dzieła za nietykalne. "Buhahahahahahahahaha. Lekarz ma leczyć, a nie być okazem zdrowia. Jezeli od ksieży wymagamy, żeby byli wzorem to TEGO SAMEGO musimy wymagać od samych siebie"A może inne porównanie, skoro tak je lubisz - jak nauczyciel w szkole może dziecko czegokolwiek nauczyć (i wymagać od niego potem wiedzy) jak sam nic nie wie? Ksiądz mieni się przewodnikiem duchowym i jeśli wymaga jakiegoś postępowania od innych, to nie może swoją osobą i swoim zachowaniem przeczyć temu, co stara się ludziom wpoić. Dwight_ "Cóż, jeśli zrezygnuję w ogóle, to będę się widocznie musiał z tym pogodzić. "Osobiście radziłabym Ci zmienić zamiar. Sam chyba widzisz, że "gra jest warta swieczki", a Bóg chyba nie lubi, gdy odrzuca się Jego dary. (znasz pzrypowiesć o talentach?)"Potrafię, ale za bardzo wiem, czego ode mnie wymagasz. Czy popełnianie którychś z siedmiu grzechów głównych to satysfakcjonująca odpowiedź? Nie żyję w "czystości" i łamię zakazy i nakazy kościoła w tej kwestii. I jakoś nie mam poczucia, że popełniam przeciwko komukolwiek jakiś występek. Poza tym - napiszę ogólnikowo - mam inny światopgląd na temat różnych rzeczy, które kościół też odsądza od czci i wiary, ale póki co osobiście do tego ręki nie przykładam, choć nie wiem czy kiedyś to nie nastąpi w ten czy inny sposób (np. głosując za czymś). "Ojej, człowieku. Ujeżdżasz po tym kosciele jak nie wiem... żeby go krytykować stosujesz swój system wartości. Dobrze. Póki co jednak ty również jestes w tym kościele wiec mógłbyś sie zastanowić równiez nad swoim postępowaniem, jeżeli tyle czasu zajmuje ci opieprzanie książy. To chyba będzie po chrześcijańsku, nie?"A wolno spytać, czy gdyby ksiądz na spowiedzi uznał za stosowne się dopytać akurat o to i stwierdziłby, że to grzech i masz się dziecko pokajać, to co byś zrobiła? "Oj, obawiam się, ze nie wolno spytać.:)Ksiądz nie stwierdziłby, że to grzech, tak poza tym....:)"Ale nie uważam np. by to, czego dopuszczał się kościół w przeszłości, zasługiwało na rozgrzeszenie tylko z racji tego, że był kościołem "MOże rozgrzeszanie zostaw Bogu, co?A tak poza tym, czy CIebie ktoś ocenia za postępki Bolesława Śmiałego?"nie uważam też, żebym dziś widząc to co robi kościoł, musiał uznać konieczność jego istnienia, jego doniosłą misję i się mu podporzadkować. "NIe podporzadkowujesz sie Kościołowi, tylko Jezusowi:Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie». Trzeba dużej odwagi żeby kłócić się Bogiem na temat słuszności Jego poczynań, nie?"A może inne porównanie, skoro tak je lubisz - jak nauczyciel w szkole może dziecko czegokolwiek nauczyć (i wymagać od niego potem wiedzy) jak sam nic nie wie? Ksiądz mieni się przewodnikiem duchowym i jeśli wymaga jakiegoś postępowania od innych, to nie może swoją osobą i swoim zachowaniem przeczyć temu, co stara się ludziom wpoić."To porównanie jest złe. Dziecku nie moze pzreszkadzać, że nauczyciel matematyki licząc w domu rachunki wali byk na byku. Ważne, by DOBRZE NAUCZYŁ SWOJEGO PODOPIECZNEGO. Może mylić się w prywatnym życiu i TO NIE ZMIENIA JEGO WARTOŚCI JAKO NAUCZYCIELA!!!"jak nauczyciel w szkole może dziecko czegokolwiek nauczyć (i wymagać od niego potem wiedzy) jak sam nic nie wie?"NAjpierw musisz udowodnić, ze księża nic nie wiedzą. BO to jest jakaś nowość. Jak na razie to byliśmy przy tezie, że wiedzą , ale sami się do tego nie stosują. annazc "Osobiście radziłabym Ci zmienić zamiar. Sam chyba widzisz, że "gra jest warta swieczki", a Bóg chyba nie lubi, gdy odrzuca się Jego dary. (znasz pzrypowiesć o talentach?)"Jeśli nie mogę przyjmować tego daru jednocześnie nie będąc związanym instytucją kościoła z ludźmi, z którymi w ważnych sprawach się nie zgadzam i których nie poważam, to trudno by mi było czuć się porządnym katolikiem. Albo przyjmujemy coś z dobrodziestwem inwentarza i przymykamy oczy na to, co nam się nie podoba, albo to co nam się nie podoba, nie podoba się tak bardzo, że nie bierzemy nic. Skoro według religii, do której należę, muszę przed przyjęciem komunii wyspowiadać się z rzeczy, których nie uważam za złe, skoro mam żałować czegoś, w co głęboko wierzę, że jest dobre i słuszne, to jest to dość niekomfortowa sytuacja, chyba przyznasz?"Ojej, człowieku. Ujeżdżasz po tym kosciele jak nie wiem... żeby go krytykować stosujesz swój system wartości. Dobrze. Póki co jednak ty również jestes w tym kościele wiec mógłbyś sie zastanowić równiez nad swoim postępowaniem, jeżeli tyle czasu zajmuje ci opieprzanie książy. To chyba będzie po chrześcijańsku, nie?"A jaki system wartości mam stosować? Póki co jestem i przyglądam się sobie, bez obaw i księży mam prawo opieprzać."Oj, obawiam się, ze nie wolno spytać.:)Ksiądz nie stwierdziłby, że to grzech, tak poza tym....:)"Oj, tego nie wiesz, czy by tak nie stwierdził. Różni są księża. Gdyby znalazł się taki, który nie chciałby dać Ci rozgrzeszenia, to ciekaw jestem co byś zrobiła. No ale spoko, nie dopytuję się, bo to sprawa twoja i twojego sumienia."MOże rozgrzeszanie zostaw Bogu, co? A tak poza tym, czy CIebie ktoś ocenia za postępki Bolesława Śmiałego?"Złe słowo - nie rozgrzeszać, a usprawiedliwiać, tak zwyczajnie po ludzku. A skoro sugerujesz, że dzisiejszy kościół nie ma z tamtym nic wspólnego, to czemu Jan Paweł II przepraszał za jego czyny?"Trzeba dużej odwagi żeby kłócić się Bogiem na temat słuszności Jego poczynań, nie?"Nie kłócę się, pokazuję tylko, że także o dziele bożym można dyskutowac i można oceniać ludzi, kościoł po swojemu. "To porównanie jest złe. Dziecku nie moze pzreszkadzać, że nauczyciel matematyki licząc w domu rachunki wali byk na byku."Nie wiem czy to jest dobry wzór do naśladowania. To tak jak ktoś mówi dziecku - rób to, nie rób tego, bo to jest be, a sam zachowuje się inaczej."NAjpierw musisz udowodnić, ze księża nic nie wiedzą. BO to jest jakaś nowość. Jak na razie to byliśmy przy tezie, że wiedzą , ale sami się do tego nie stosują."Nie wiem, czy to nie gorzej. Skoro wiedzą, że nie wolno, a traktują to tak niepoważnie, że zachowują się inaczej, to jak tu mieć do takiego szacunek w momencie gdy naucza? Dwight_ Jeśli nie mogę przyjmować tego daru jednocześnie nie będąc związanym instytucją kościoła z ludźmi, z którymi w ważnych sprawach się nie zgadzam i których nie poważam, to trudno by mi było czuć się porządnym katolikiem. Albo przyjmujemy coś z dobrodziestwem inwentarza i przymykamy oczy na to, co nam się nie podoba, albo to co nam się nie podoba, nie podoba się tak bardzo, że nie bierzemy nic. Skoro według religii, do której należę, muszę przed przyjęciem komunii wyspowiadać się z rzeczy, których nie uważam za złe, skoro mam żałować czegoś, w co głęboko wierzę, że jest dobre i słuszne, to jest to dość niekomfortowa sytuacja, chyba przyznasz? "Tak, przyznam. Bo uczciwość jest bardzo ważną rzeczą...:) "MOże rozgrzeszanie zostaw Bogu, co? A tak poza tym, czy CIebie ktoś ocenia za postępki Bolesława Śmiałego?" Złe słowo - nie rozgrzeszać, a usprawiedliwiać, tak zwyczajnie po ludzku. A skoro sugerujesz, że dzisiejszy kościół nie ma z tamtym nic wspólnego, to czemu Jan Paweł II przepraszał za jego czyny?"Nie sądzę, aby ten uczynek JPII miał jakiś większy sens. Raczej należy go rozumieć jako PRZYZNANIE (ale nie "przyznanie się") RACJI TYM, KTÓRZY PEWNE ELEMENTY W HISTORII KK UWAŻALI ZA ZŁE. Jakgdyby powiedzenie: tak, macie racje, przykro nam, ze coś takiego się zdarzyło. Ale nie będę tu stać twardo przy tej opini- ne jestem Janem Paweł II- nie uważam, że mam wyłączne prawo do interpretacji jego słów. W kazdym razie- ja bym nie przepraszała. " Nie kłócę się, pokazuję tylko, że także o dziele bożym można dyskutowac i można oceniać ludzi, kościoł po swojemu. "Można, ja robię to parę razy dziennie. Ale to nie zmienia faktu, że KK jest potrzebny. Pisząc, że kłócisz się, nie miałam na myśli tego, że krytykujesz (ja też to robię!) ale że odchodzisz." Nie wiem czy to jest dobry wzór do naśladowania. To tak jak ktoś mówi dziecku - rób to, nie rób tego, bo to jest be, a sam zachowuje się inaczej. "To jest nasza dola- jesteśmy gzreszni i nie będziemy idealni. Ale nie mozna powiedzieć, ze sa ludzie którzy nie mają parwa do nauczania o właściwym postępowaniu tylko dlatego, ze sami postepują źle."NAjpierw musisz udowodnić, ze księża nic nie wiedzą. BO to jest jakaś nowość. Jak na razie to byliśmy przy tezie, że wiedzą , ale sami się do tego nie stosują." Nie wiem, czy to nie gorzej. Skoro wiedzą, że nie wolno, a traktują to tak niepoważnie, że zachowują się inaczej, to jak tu mieć do takiego szacunek w momencie gdy naucza?"Ależ nikt ci nie każe szanować!!!(tzn. powinenes szanować jako człowieka). Musisz (jeżeli jesteś katolem) po prostu uznać, ze w sparwach wiary i moralności ten ktoś nie mówi OD SIEBIE tylko OD BOGA. annazc "Nie sądzę, aby ten uczynek JPII miał jakiś większy sens. Raczej należy go rozumieć jako PRZYZNANIE (ale nie "przyznanie się") RACJI TYM, KTÓRZY PEWNE ELEMENTY W HISTORII KK UWAŻALI ZA ZŁE. Jakgdyby powiedzenie: tak, macie racje, przykro nam, ze coś takiego się zdarzyło. Ale nie będę tu stać twardo przy tej opini- ne jestem Janem Paweł II- nie uważam, że mam wyłączne prawo do interpretacji jego słów. W kazdym razie- ja bym nie przepraszała."To zdanie o pewnych elementach, które coś tam... to chodzenie w kółko wokół powiedzenia wprost, że kościół ma na sumieniu zbrodnie. Ja też nie wiem co miał dokładnie JPII na myśli, ale sądzę, że miał odwagę przyznać właśnie to. "Można, ja robię to parę razy dziennie. Ale to nie zmienia faktu, że KK jest potrzebny. Pisząc, że kłócisz się, nie miałam na myśli tego, że krytykujesz (ja też to robię!) ale że odchodzisz."Po pierwsze - jeszcze nie odszedłem, po drugie - jeśli nawet odejdę z kk, to nie wykluczam że zwiażę się z protestantyzmem, który jest bliższy moim wyobrażeniom o religii, a po trzecie - jeśli w ogóle zrezygnuję z udziału w jakichkolwiek organizacjach religijnych, to nie przetanę wierzyć w Boga."To jest nasza dola- jesteśmy gzreszni i nie będziemy idealni. Ale nie mozna powiedzieć, ze sa ludzie którzy nie mają parwa do nauczania o właściwym postępowaniu tylko dlatego, ze sami postepują źle."Jakoś w przypadku kościoła jestem na to bardziej wyczulony, skoro są to ludzie, którzy przekazują nam słowo boże."Ależ nikt ci nie każe szanować!!!(tzn. powinenes szanować jako człowieka). Musisz (jeżeli jesteś katolem) po prostu uznać, ze w sparwach wiary i moralności ten ktoś nie mówi OD SIEBIE tylko OD BOGA."Wątpię by wszystkie ich wypowiedzi na temat moralności miały z nią cokolwiek wspólnego. Dwight_ "To zdanie o pewnych elementach, które coś tam... to chodzenie w kółko wokół powiedzenia wprost, że kościół ma na sumieniu zbrodnie. Ja też nie wiem co miał dokładnie JPII na myśli, ale sądzę, że miał odwagę przyznać właśnie to." instytucja starsza niż USA (chociaz Usa też) ma na swoim koncie orgromne zbrodnie. Nie ma wokół czego kręcić, to pod względem ilości zbrodni, to np. w porwównaniu z protestantami i tak KK wypada nieźle.(od razu mówię, że mi równiez blizej do protestantów, więc nie nie jestem stronnicza) annazc " instytucja starsza niż USA (chociaz Usa też) ma na swoim koncie orgromne zbrodnie. Nie ma wokół czego kręcić, to proste."Zgadzam się."Ale pod względem ilości zbrodni, to np. w porwównaniu z protestantami i tak KK wypada nieźle. (od razu mówię, że mi równiez blizej do protestantów, więc nie nie jestem stronnicza)"Zaciekawiłaś mnie. Myślałem, że to katolicy tępili protestantów, kogóż to więc tak mocno tępili ci drudzy skoro mają na sumieniu więcej zbrodni? I od razu zaznaczam, że pytam poważnie, bo zwyczajnie nie wiem i w moim pytaniu nie kryje się żaden niecny zamiar ;)I jeszcze jedno pytanie, też bez żadnych podtekstów. Mówisz, że bliżej ci do protestantów, gdzieś niżej zauważyłem, że napisałaś, że nie jesteś katoliczką. Mogę więc spytać jakiego jesteś wyznania? Tak ze zwykłej ciekawości :) Dwight_ No tak- zaczynając od tyłu. Mój ulubiony pisarz Lewis (ten od "Opowieści z Narni") sławny pisarz chzreścijański był anglikaninem. Jednak ksiażki które pisał miały być raczej wstępem do chrześcijaństwa ("Chrześcijaństwo po prostu", "Rozważania o chzreścijaństwie", "Cztery miłości" itd.).Ja sie zgadzam z każdym jego słowem..:) BYł to w ogóle człowiek szalenie inteligentny, super slyt pisania, taki błyskotliwy... w ogóle uwielbiam go...:)Ale on kwestie NIEZGODNOŚCI między poszczególnymi wyznaniami po prostu pomija. Pisał dla ateistów (sam uwierzył w wieku dorosłym) lub po prostu chrześcijan...:)Więc ja po prostu jestem chrześcijanką.....CO do zbrodni protestantów:1. Palenie na stosie czarownic- to właśnie domena protestanckich Niemiec i Anglii. LIczb dokładnych ci teraz nie podam (moge później) ale czarna legenda czarownic objęła ZUPEŁNIE NIESŁUSZNIE Inkwizycję!!!2. Ludność Ameryki Północnej- zauważmy, że w Południowej kolonizowanej pzrez katoli (Portugalczyków i Hiszpanów) ludnoś c autochtoniczna uchowała sie! Powstawały mieszane małzeństwa, nie istniały rezerwaty. Co innego na Północy- tam ludność praktycznie wytępino3. Krwawa Mary (królowa angielska) w rozpaczliwym akcie pzrywracania katolicyzmu spaliła na stosie ponad 200 później Elżbieta I- ponad 800 katoli. Dwight_ i jeszcze jedno, coś mi sie popsuło i za cholerę nie mogę Ci odpowiedzieć pod twoją wypowiedzią --24 maja 2006 16:15--- ale moja odpowiedź brzmi-tak.:) Dwight_ ((("Ależ nikt ci nie każe szanować!!!(tzn. powinenes szanować jako człowieka). Musisz (jeżeli jesteś katolem) po prostu uznać, ze w sparwach wiary i moralności ten ktoś nie mówi OD SIEBIE tylko OD BOGA." Wątpię by wszystkie ich wypowiedzi na temat moralności miały z nią cokolwiek wspólnego.)))Muszę coś jeszcze napisać....:) taka postawa wydaje mi się być UCZCIWA (jestem pzrewrażliwiona na tym punkcie). Jeżeli ktoś uwaza, że duchowni nie mówią prawdy o Bogu, to powienien po prostu odejśc z KOścioła i szukać parwdy gdzie moje posty dotyczyły innej postawy. Postawy nieuczciwej. Człowieka, który uważa się za katolika ale równocześnie twirdzi, ze KK nie moze mu doradzać np. w doborze lektur. Człowiek ten jest jak (porównanie :) ) pacjent, który z własnej woli idzie do lekarza po to, by później oburzonym głosem wołać- "co to za porządki! nie będzie mi jakiś palant w kitlu gadał, jak mam się odżywiać!" annazc "Muszę coś jeszcze napisać....:) taka postawa wydaje mi się być UCZCIWA (jestem pzrewrażliwiona na tym punkcie). Jeżeli ktoś uwaza, że duchowni nie mówią prawdy o Bogu, to powienien po prostu odejśc z KOścioła i szukać parwdy gdzie indziej."Dlatego piszę to co piszę. Oficjalanie wciąż jestem katolikiem, ale jak wspominałem, chyba już nie za długo... W sumie jestem dość blisko decyzji o wstąpieniu do protestantów. Bliższy niż calkowitemu zerwaniu z religią. Ale tak czy inaczej to poważna decyzja i jeszcze nie zdecydowałem się na żaden krok. Dlatego choć należę do KK, pozwalam sobie na różne uwagi pod jego adresem, bo jestem raczej blisko wyjścia. Cortes ocenił(a) ten film na: 8 Dwight_ Jak widac po komentarzach ksiazka i film zdecydowanie nie dla dzieci i ludzi z ciemnogrodu... Jak czytam niektore texty to plakac mi sie chce, ze tacy ludzie istniaja...Ale nie ma sensu kontynuowac tego watku, wiec skupie sie na filmie. Ksiazka duzo fajniejsza, w filmie wszystko dzieje sie bardzo szybko, a przy rozwiazywaniu kodow mozna samemu pokombinowac jak sie czyta :)) Ksiazka w porownaniu do filmu byla mroczniejsza i bardziej tajemnicza. Podobala mi sie gra aktorow, swietnie dobranych do rol. Sophie, Langdona czy Fache'a praktycznie dokladnie tak sobie wyobrazalem. Tylko zdecydowanie inaczej Sylasa jako bardziej przypakowanego, ale robil wrazenie. Kilka trickow bylo, ze az sie przestraszylem ;)Film ocenilem na 8/10 nie zasluguje na wiecej, ale to dobre kino w swojej kategorii. ekranizacja "Aniolow i demonow" planowana na przyszly rok moze byc lepsza, bo sama ksiazka jest lepsza i na szczescie nie ma wokol niej takiego dumu. Zupelnie zraszta dla mnie nie zrozumialego. A juz, ze osoby publiczne, kosciol bierze w tym udzial to sie w glowie nie miesci...Ja rozumiem, dlaczego na Bialorusi Lukaszenka zakazal wyswietlania tego filmu, ale szum w Polsce to debilizm... Lukaszenka chcial pokazac, ze nie bedzie pozwalal na amerykanska propagande. A Polska? Kolejny raz pokazuje, ze jest mentalnym trzecim swiatem... Przykre. rafin2003 Poszłam do kina z przekory, zaciekawiona całą tą wrzawą na temat recenzje przed, ...liczyłam że idę na kolejnego bubla ..., film był wigwizdany na festiwalu, recenzje kiepskie. I wiecie co..? Reklama, anty-reklama zrobiła swoje. Tłumy ludzi , udało się zdobyć bilety na czasie projekcji,czekałam na gwizdy i głosy oburzenia na sali. Nic takiego nie miało miejsca... ja sama byłam zdziwiona lekkością filmu, oglądanego ot co , jak kolejny film z cyklu "Władca Pierscieni"tudzież "Matrix"- Amerykańska produkcja .., obejrzeć i zapomnieć, albo .....pozwolic sobie na nie tkwi w filmie tylko w was samych ludzie!!Jestem rozumną istotą jak wszyscy na tym seansie! Po zakończeniu projekcji nie słyszłam do banii!!!!!, beznadzieja !!!!!tudzież profanacja dlatego , że potraktowalismy ten film jak każdy obecnie produkowany w Hollywod??hmmDziwne prawda? Mnie to w świętej wiara ludzi nie złamie się od obejrzenia takiej nad-interpretacji???Mamy demokracje , prawda ....a demokracja to swoboda wypowiedzi. Ten kto wierzy , będzie wierzył dalej, traktując film jako kolejne "since fiction" , a ten kto nie wierzy ...marne szanse żeby powołując sie na książke lub film starał się dochodzić prawdy o Bogu , Jezusie itd., bo nie będąc znawcą tematu , wyszedłby na idiote ;)))Szkoda mi tego wszędobylskiego pieniactwa , niepotrzebnej reklamy. ..Bo tylko ona zacikwiła mnie filmem ..., a tak to pewnie przeszedł by koło mnie nie odbijając sie potraktuje się ten film jako typową rozrywke...."co by było gdyby" to muszę z przykrością stwierdzić, że nie żałuje wydanych to znaczy ,że nie jestem prawdziwą chrześcijanką? Jestem-nie jestem ?? jakie to ma znaczenie .Boga albo człowiek ma w sercu albo tkwi w tolerancji, pozwalajacej innym mieć odmienne spojrzenie na istote inkwizycji "ku rozpaczy " co poniektórych niestety minęły bezpowrotnie. Mamy "Ich Troje " "Dode Elektrode" i przesłodzone "M -jak miłość" ...to czy oznacza to ,że nie ma już miejsca na "Kod ....." Pozdrawiam plum_ Czy mi się wydaje, czy Dan Brown mówił, że jego książki nie powinno się brać na poważnie ? O co tyle szumu. rafin2003 A kto ci każe w to wierzyć. Też jestem katoliczką, chodzę do kościoła itp. Powiem jedno, książka i film spodobały mi się. Poza tym mam prawo wiedzieć co odrzucam do wierzenia, a co przyjmuję. Coś tak jakby odróżnić dobro od zła. Wcale też nie czuję i nie myślę, że przeczytanie i obejrzenie Kodu da Vinci byłoby grzechem, skoro się w to nie wierzy. Mam takie małe pytanko, czy ktoś z was przeczytał cały Stary i Nowy Testament, ponieważ tak się ciągle niektóre osoby burzą filmem i książką bo są wspaniałymi katolikami itp. i to obraża ich wiarę. Mnie to nie obraża!!!!!!!!!!!!!!!!!!! rafin2003 O co tyle krzyku ?? Sam film jest do bani, bo mógłby się skończyć przed jego nakręceniem. Wystarczyłoby, aby dziadek powiedział wnuczce, że nie jest jej dziadkiem. A tak dziadka zabijają, a on cwanie na łożu śmierci, dał wnuczce kilka zagadek. Przez to biedaczka musiała uciekać przed policją, jechać bez świateł w nocy po lesie, być zaatakowana przez "anioła- psychopatę, by na koniec dowiedzieć się, że jest potomkiem Marii Magdaleny i Jezusa Chrystusa. Typowy amerykański czy do końca ??Okazuje się że nie. Na samym końcu filmu, Robert Langdon mówi świetne słowa- "Liczy się w to co wierzysz".Jeśli wierzysz ślepo w księży i całą hierarchię kościoła, to ja osobiście współczuję. Ten film, co prawda po łepkach, ale doskonale pokazuje o co w tym wszystkim chodzi. Kasa, kasa, kasa.... "Liczy się w to co wierzysz". Boga masz w sercu a żyjesz dla siebie. Żyjesz w zgodzie z Bogiem, czyli z samym sobą, bliskimi, przyjaciółmi. Ot cała prawda. I nie ma znaczenia, czy Jezus miał żonę i dzieci. Bo tak naprawdę co z tego ?? Ziutanator hej! (I nie ma znaczenia, czy Jezus miał żonę i dzieci. Bo tak naprawdę co z tego ??)jesli to prawda, to ewangelie kanoniczne klamia i nie ma skad czerpac wiedzy o zyciu Jezusa, bo chyba nie z gnostyckich? no coz... kto sie obraza nich sie nie obraza;) niech wierzy w to, w co piotrchrost A ma to znaczenie ?? Jakie ??Sobór Nicejski (wspomniany w filmie) odbył się ponad 300 lat po śmierci Jezusa. Na tym soborze przyjeto głowne tezy wiary chrześcijańskiej, przyjęto sakramenty święte, jak również uchwalono skład Nowego Testamentu. Kościół nigdy nie ukrywał, że Jezus schodząc na ziemię, stał się człowiekiem. Był jednym z nas. Okazywał swoje uczucia- chociażby ostatnia noc w Ogrodzie Oliwnym. więc dlaczego skoro mógł się bać, nie mógł kochać ??Druga sprawa, to już pomieszanie kilku faktów. Według Ewangelii Filipa, Maria Magdalena była oblubiennicą Chrystusa i to ona miała po jego śmierci stanąć na czele kościoła. A prawda jest taka, że oblubieńcem był Św Jan (jako jedyny nie zginął śmiercią męczeńską i jako jedyny doznał objawienia "końca świata"), a pierwszym Papieżem został Św Piotr. Maria Magdalena zaś, uciekła z Ziemi Św do Francji. I gdyby w tym filmie był choć cień prawdy, sprawa "głowy kościoła" powinna wyjaśniona. Tego filmu nie można traktować inaczej jak bajeczkę, z starym dobrym morałem. I tak jak na amerykańską produkcję, zabrakło wątku miłosnego pomiędzy Robertem Langdonem a Sophie Neveu ;-))) Cały czas czekałem, aż "wybuchnie" między nimi wielka miłość. A tu co ?? Ziutanator "Żyjesz w zgodzie z Bogiem, czyli z samym sobą, bliskimi, przyjaciółmi."To zdanie jest po prostu genialne...........ciekawa jestem czym się różni życie z Bogiem od życia bez Boga w takim tym zasłanianie się hasełkiem "liczy się to, w co wierzysz" pzrez pana B. jest doprawy żenujące. To tak, jakgdyby wywieźć dzikich, wierzących w to, że ziemia jest płaska ludzi, w kosmos, pokazac im ziemię, a potem obłudnie stwierdzić: "Co prawda ziemia, jak widzisz, jest okrągła, ale liczy się to, w co wierzysz".Wiara to trwanie w pogladzie, który sugeruje nam 1)doświadczenie, 2)rozum, 3) autorytet. Jeżeli ktoś kwestionuje te trzy filary JAKIEJKOLWIEK wiary, a potem stwierdza- liczy się to, że wierzysz, to sprowadza całą sparwę do "liczy się" zamienia wiary w jakąs wielką grę, w której pewne zagrania sa "zaliczone" a pewne nie. Tak naprawdę wiara to suzkanie prawdy i trwanie przy tym, co nasze ludzkie narzędzia poznania pzredstawiają nam jako prawdę. Jeżeli wiec poprzestaniemy na tym, ze "liczy się to, że wierzymy" to znaczy,że pomijamy w ogóle kwestię CZY TO, W CO WIERZYMY TO PRAWDA!!??Autor celowo to pomija, bo gdyby skłonił czytelnika do zastanowienia sie nad , czytelnik od razu zobaczyłby, ze tak naprawde autor ma szczerą chęć odebrania mu prawdziwej wiary. Bo wiara prawdziwa (jak napisałam powyzej) musi być czymś podbudwana, a on ta "podbudowę" rozwala. rafin2003 Już wyjaśniam!Zdrowy katolik nie należy do moherowych beretów!Oczywiście że filmu ani książki nie biorę na poważnie a na filmie byłem ponieważ byłem ciekaw "interpretacji" historii i żródła oburzenia kościoła. Wszystko oczywiście wziołem za totalne brednie, ale no przepraszam, jestem wierzący i akurat to mnie wkurzało. Nic na to nie poradze. A jeśli niektórzy mówią że nie ma dowodów na boskość Chrystusa, to jakie są dowody na to że Chrystus nie jest Bogiem? I jeszcze jedno. W świecie dowodów nie ma miejsca na wiarę i współczuje wszystkim którzy jej nie mają BO TO ŚWIETNA SPRAWA MÓWIĘ WAM. rafin2003 Widzisz - oburzasz się najpierw, a potem sam sobie wyjaśniasz. Nie ma dowodów na jedno i na drugie, wszystko zależy od tego w co uwierzymy. Skoro byłeś na filmie, to pamiętasz pewnie, że w końcówce pada właśnie takie zdanie. O boskości Jezusa nie decydują żadne dowody, ale wiara. I zauważyłeś też na pewno, że film wcale nie był szczególnie nachalny w propagowaniu akurat takiej wersji historii - nie udawał, że jest czymś więcej niż rozrywką, nie był szczególnie poważny i nie raz padały tam słowa, by nie narzucać takiej a nie innej wersji. Ot, fajnie zrobiony, rozrywkowy film sensacyjno-przygodowy z podtekstem religijnym w tle. I czego się tu czepiać? Dwight_ "O boskości Jezusa nie decydują żadne dowody, ale wiara."Buhahahaha. O boskości Jezusa nic nie decyduje. BO albo nim jest, albo i nie. rafin2003 hmmm?? Jeżeli chodzi o twoje ostatnie pytanie to spróbuję to skomentowac tak: Mój kolega ma słonia:-)... na smyczy. Co prawda nikt poza nim go nie widzi, ale mój kolega wierzy, ze on istnieje i codzinnie po trzy razy wyprowdza go na spacery ( tak przynajmniej mu się wydaje). Jeżeli ty mi powiesz jak mam koledze udowodnić, że jego słoń nie istnieje to ja ci wtedy udowodnię, że nie ma Boga. Jeśli mi ktoś pomoże w sprawie kolegi ( za co będę wdzięczny) to moze rozwiąrzę jedną z największych zagadek tego świata. Z góry dziekuję :-) rafin2003 a ja wciąż podkreślam, że to jest tylko film :/ Agniecha Hh.....staram sie sobie wyobrazić człowieka, który jest gorliwym wyznawcą religii katolickiej. Największym jego mistrzem jest Jezus Chrystus, o którym wie, ze jest Bogiem i SYnem Boga. Taki człowiek czyta książkę, w której napisane jest po wielokroć, iż Jezus żadnym Bogiem nie był, w dodatku życie Jego niczym nie różniło się od życia innych ludzi jego okresu. I co? Człowiek ten (czytelnik) nie odczuwa przykrości, ze smierć Jezusa, JEgo BOskośc i nauka wciaż nie jest rozpowszechniona na swiecie. NIe odczuwa zażenowania, ze ktoś (autor) tak stanowczo neguje dogmaty wyznawanej przez czytelnika religii. Skąd!!! Ten człowiek odczuwa nawet PRZYJEMNOŚC czytania!!! Kim w takim razie jest Bóg dla tego człowieka? KIm? Pobożni Żydzi pewnie drżeliby czekając z nieba gromu , pobozni katolicy...chwalą! Co ciekawe, gdyby jakieś nieprawdziwe opinie dotyczyły szanownej matki lub ojca czytelniczki na pewno oburzałaby się lub chociaż odczuła smutek. Ale jezeli dotyczą Boga...to co tam.... Prosze mnie dbrze zrozumieć- nie wydaje mi sie dziwne, ze czytelnicy z Brownem NIE WALCZĄ , bo nie uznaje Boskości Jezusa. Tej BOskości nie da się udowodnić, autor ma parwo do swojego poglądu. Ale to, że taka ksiażka w ŻADEN SPOSÓB NIE DOTYKA wierzących.....to już jest po prostu dowód na to, jak traktują swojego BOga annazc Z tego co piszesz wynika, że jak katolika książka/film nie oburza, albo - o zgrozo! - odczuwa nawet przyjemność z obcowania z nimi, to tak naprawdę jego wiara jest słaba, albo nie ma jej wcale. Widzisz nie zgodzę się na takie wciskanie mi kitu i udowadnianie, jaki to jestem zły katolik i zły chrześcijanin. Mam głęboko gdzieś, że ktoś pisze rzeczy, które się z moją religią kłócą, bo ona nie przestaje być przez to wartościowa! To, że ktoś odwróci się od wiary po przeczytaniu książki, to jego problem i jego prawo. I wiara z definicji jest dla mnie wiarą, a nie nauką. A ty starasz się moje poglądy zdyskredytować operując tekstami w stylu: "boskości Jezusa nie da się udowdonić, bo albo nim jest albo nie". Skoro masz przekonanie, że nim jest a wiesz, że nie można tego udowodnić, to jedynym usprawiedliwienim dla takiego przekonania jest twoja wiara. Ale kiedy ja mówię, że wszystko zależy od niej, to się czepiasz i mówisz ze to absurdalne podejście. Weź się może zdecyduj i bądź konsekwentna, a nie udowadniaj mi jakimiś nietrzymającymi się kupy wywodami, że jestem zły chrześcijanin. Ja przynajmniej myślę w sposób logiczny. Nie potrzebuję dowodów (wiem, że ich nie mogę uzyskać) i wystarczy mi moja wiara i uważam, że jak człowiek ją ma, to sobie może gwizdać na pana Browna i nie oburzać się. Możesz się ze mną nie zgadzać, ale obal moje argumenty czymś mocniejszym. Dwight_ "To, że ktoś odwróci się od wiary po przeczytaniu książki, to jego problem i jego prawo. "To jego prawo, na pewno. Ale to, ze ciebie to nie obchodzi jako chrześcijanina, to już problem TWÓJ. Bo mnie na przykład to głęboko boli."to tak naprawdę jego wiara jest słaba, albo nie ma jej wcale. "Bzdura, czegoś takiego nie napisałam. Mówię tylko o tym, jak ten katolik traktuje swojego Boga. Ludzie płaczą na "Pasji" jak te niewiasty przy drodze krzyżowej, bo "żal im Jezusa".Dziwne, ze nie żal im,kiedy Jego ofiara , jego śmierć i zmartwychwstane sa ciagle odrzucane pzrez świat. "Skoro masz przekonanie, że nim jest a wiesz, że nie można tego udowodnić, to jedynym usprawiedliwienim dla takiego przekonania jest twoja wiara. Ale kiedy ja mówię, że wszystko zależy od niej, to się czepiasz i mówisz ze to absurdalne podejście. "Heh, Ty logiku. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mamy na stole zakrytą chustką kulkę. Wiemy, ze jest albo żółta albo czerwona. Nie potrafimy w ŻADEN SPOSÓB UDOWODNIĆ że jest żółta albo, ze jest czerwona. Niektórzy wierzą, ze jest żółta, inni że czerwona. Jednak od ich wiary NIC NIE ZALEŻY. Kulka ma swój kolor NIEZALEŻNIE OD WIARY ? KPW? annazc "To jego prawo, na pewno. Ale to, ze ciebie to nie obchodzi jako chrześcijanina, to już problem TWÓJ. Bo mnie na przykład to głęboko boli."A to, że ciebie to boli, to też twój problem. Mnie nie jest żal ludzi naiwnych. Skoro się odwracają z takiego błahego powodu, to znaczy że ich wiara i tak była słaba."Bzdura, czegoś takiego nie napisałam. Mówię tylko o tym, jak ten katolik traktuje swojego Boga. Ludzie płaczą na "Pasji" jak te niewiasty przy drodze krzyżowej, bo "żal im Jezusa". Dziwne, ze nie żal im,kiedy Jego ofiara , jego śmierć i zmartwychwstane sa ciagle odrzucane pzrez świat."Ja na "Pasji" nie płakałem, choć przyznaję, że film zrobił na mnie wrażenie. Ale czemu mam rwać sobie włosy z głowy, że ofiara Jezusa jest odrzucana przez świat? Ludzie wybierają zgodnie ze swoim sumieniem i jeśli czegoś nie chcą przyjąć, to jest to ich wolny wybór i nie mam zamiaru ich nawracać, ani tym bardziej ograniczać im dostępu do prawd innych niż moja."Heh, Ty logiku. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mamy na stole zakrytą chustką kulkę. Wiemy, ze jest albo żółta albo czerwona. Nie potrafimy w ŻADEN SPOSÓB UDOWODNIĆ że jest żółta albo, ze jest czerwona. Niektórzy wierzą, ze jest żółta, inni że czerwona. Jednak od ich wiary NIC NIE ZALEŻY. Kulka ma swój kolor NIEZALEŻNIE OD WIARY LUDZI. JUż ? KPW?"To dopiero jest kuriozum... Przecież to, czy ta kulka jest żółta czy czerwona możesz właśnie udowodnić - możesz to sprawdzić!!! Możesz dowieść empirycznie, że jest taka a nie inna. A jak dowiedziesz boskości Jezusa? Sama napisałaś, że nie jest to możliwe, więc przykład wzięty jest z kosmosu. Cały czas starasz się wmówić, że tak JEST obiektywnie, ale żeby wydawać takie sądy trzeba umieć to udowodnić. Póki nie umiesz tego zrobić, póty w twoim rozumowaniu nie będzie widać logiki... Dwight_ "A to, że ciebie to boli, to też twój problem. Mnie nie jest żal ludzi naiwnych. Skoro się odwracają z takiego błahego powodu, to znaczy że ich wiara i tak była słaba. "To jest dopiero przykład chrześcijańskiej miłości! LUdzie żyją i umierają bez Boga, żyją w ciemnościach, bez prawdziwej radosci a ty twierdzisz, że cę to nie obchodzi....."Ale czemu mam rwać sobie włosy z głowy, że ofiara Jezusa jest odrzucana przez świat?"Jako chrześcijanka nie potrafię sobie wyobrazić WAŻNIEJSZEGO powodu do rwania sobie włosów z głowy. Naprawdę."nie mam zamiaru ich nawracać"Znasz te słowa: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. Mk 16,1-20 ???"Przecież to, czy ta kulka jest żółta czy czerwona możesz właśnie udowodnić - możesz to sprawdzić!!! "Umówmy się, ze póki co, nie mozemy chustki podniść. Analogicznie do naszej sytuacji- kiedyś, po śmierci zobaczymy czy i jaki jest Bóg. Ale póki co dyskutujemy o Bogu tak jak tamci ludzie nad chustką....Czy naprawde tego się nie da zrozumieć? annazc MAsz rację - chustkę można podnieść-----) MOżemy takze w tej chwili popełnić samobójstwo- odkryć istotę albo brak istoty Boga. Ale chyba nam się to nie uśmiecha, nie? Więc dyskutujmy żywi----nad ZAKRYTĄ kulką. annazc "To jest dopiero przykład chrześcijańskiej miłości! LUdzie żyją i umierają bez Boga, żyją w ciemnościach, bez prawdziwej radosci a ty twierdzisz, że cę to nie obchodzi....."Nie, bo to był ich wybór, więc skoro dokonali takiego, to może dla nich to był wybór dobry i oni żyją w radości? Skąd wiesz?"Jako chrześcijanka nie potrafię sobie wyobrazić WAŻNIEJSZEGO powodu do rwania sobie włosów z głowy. Naprawdę."Widzisz, mnie nikt nie zabrania wierzyć w to co chcę, nikt mi nie narzuca swoich poglądów i przekonań, nikt mojej wolności wyznania mi nie odbiera. Dlatego wyznaję podobną zasadę w stosunku do innych - pozwolić ludziom wybierać to, co chcą i nie uszczęśliwiaj ich na siłę."Znasz te słowa: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię. Mk 16,1-20 ???"Owszem znam ale nie czuję potrzeby nawracania innych, przykro mi. Choć nie, nie jest mi przykro. Ale jeśli ty masz taką potrzebę, to głoś Ewangelię. Jednak głoszenie jej a wzywanie do bojkotu dzieła, które się z naszą religią kłóci i próba wpłynięcia na ludzi, żeby się z tym dziełem nie zapoznawali, to według mnie różnica."Umówmy się, ze póki co, nie mozemy chustki podniść. Analogicznie do naszej sytuacji- kiedyś, po śmierci zobaczymy czy i jaki jest Bóg. Ale póki co dyskutujemy o Bogu tak jak tamci ludzie nad chustką.... Czy naprawde tego się nie da zrozumieć?"Jeśli chustki nie można odkryć (ani się zabić, by przekonać się jak najszybciej, a potem wrócić i zdać relację), to wiara w to, że jest czerwona, jest tak samo uzasadniona jak w to, że jest żółta. Nie ma przesłanek, by sądzić, że bardziej prawdodpodobny, lub wręcz oczywisty jest któryś z tych kolorów. A jeśli są, to wskaż mi je proszę. Dwight_ "Nie, bo to był ich wybór, więc skoro dokonali takiego, to może dla nich to był wybór dobry i oni żyją w radości? Skąd wiesz? "Jesteś chrześcijaninem, tak? I równocześnie uznajesz, ze odrzucenie Boga MOŻE BYĆ dla kogoś dobre? I w dodatku nie ŻAL CI tych ludzi/ Czy ty w takim razie ich kochasz, tak jak Jezus nakazał?"Widzisz, mnie nikt nie zabrania wierzyć w to co chcę, nikt mi nie narzuca swoich poglądów i przekonań, nikt mojej wolności wyznania mi nie odbiera. Dlatego wyznaję podobną zasadę w stosunku do innych - pozwolić ludziom wybierać to, co chcą i nie uszczęśliwiaj ich na siłę. "Jakiś Brown potrafi ludzi uszczęśliwiać na siłę- pzrekazać ludziom na całym swiecie swoje idee. A właśnie my, chrześcijanie, którzy mamy wyraźny NAKAZ głoszenia parwdy, uwazamy, ze skoro MY werzymy, to to nam wystarcza. Gdzie tu jest miejsce na miłość blixniego? Pzreciez to jest czysty egoizm! Gdyby apostołowie myśleli tak jak ty, nie znalexliby ani jednego człowieka, któremu można opowiedziec o Jezusie."Owszem znam ale nie czuję potrzeby nawracania innych, przykro mi. Choć nie, nie jest mi przykro. Ale jeśli ty masz taką potrzebę, to głoś Ewangelię. "Księga Powtórzonego Prawa: "NIe zabijaj"...No kurde znam to, ale nie czuję takiej potrzeby. A jeżeli ty czujesz, to proszę, nie Bga nie mozna traktować wybiórczo."Jednak głoszenie jej a wzywanie do bojkotu dzieła, które się z naszą religią kłóci i próba wpłynięcia na ludzi, żeby się z tym dziełem nie zapoznawali, to według mnie różnica. "Jak mozesz zauważyłeś, nie wzywam do bojkotu. Proszę, pzrestań kombinować."Jeśli chustki nie można odkryć (ani się zabić, by przekonać się jak najszybciej, a potem wrócić i zdać relację), to wiara w to, że jest czerwona, jest tak samo uzasadniona jak w to, że jest żółta. Nie ma przesłanek, by sądzić, że bardziej prawdodpodobny, lub wręcz oczywisty jest któryś z tych kolorów. A jeśli są, to wskaż mi je proszę."Oczywiście! Wreszcie załapałeś. Tzn. rozumiem, ze jesteśmy już na etapie, w którym mozemy stwierdzić, ze nasza wiara NIE WPŁYWA na kolor chustki. (tak jak ansza wiara NIE WPŁYWA na boskość CHrystusa).Teraz mozemy iść dalej. Oczywiście sytuacja z chustkami jest uproszczona. NIe tak wygląda syuacja chrześcijan. POwiedziałabym t tak:Dzikie ludy patrzyły na chustkę i widziały, że jest pod nią coś okrągłego. Jednak nie znały koloru tego czegoś. Ale mieli już wiarę, że coś jest pod ta chustą. Często dorabiali do tego swoją wersję (że kulka jest w paski, łatki albo kratkę itd.).W momencie przyjścia na świat Jezusa, kilku osobom dane było uchylić rąbka ( a właściwie to Jezus uchylił) i zobaczyli to, co pod nią było. Zaczeli opowiadac o tym nnym ludziom, ktorzy uwierzyli. Wiara więc jest oparta na doswiadczeniu (widzimy kulisty kształt pod chustą) i autorytecie(ktoś nam powiedział, jaki jest jej kolor). W tym momencie powinnam już tą nieszczęsną kulkę porzucić, bo utrudnia mi prowadzenie wywodu...:) annazc "Jesteś chrześcijaninem, tak? I równocześnie uznajesz, ze odrzucenie Boga MOŻE BYĆ dla kogoś dobre? I w dodatku nie ŻAL CI tych ludzi/ Czy ty w takim razie ich kochasz, tak jak Jezus nakazał?"Dokładnie tak. Ja wierzę w pewne rzeczy, jestem przekonany o słusznosci tej wiary, ale uznaję fakt, że inni wierzą w coś inego i nie rozumiem czemu miałbym ich nawracać? Powiedz - czy gdyby przyszli do ciebie ludzie jakiegoś innego wyznania i przekonywali cię, że żyjesz w ciemności, że oni pokażą ci światło i prawdziwą radość, bo te twoje wierzenia to jakieś zabobony, to uwierzyłabyś im i poszła za nimi, czy została przy swoim? Śmiem twierdzić że to drugie, więc postaw się w sytuacji człowieka, którego chcesz odwrócić od jego wiary a on też chce zostać przy swojej. Skoro on uznaje, że to dla niego dobre, tak jak ty uznajesz, że wiara w Chrystusa jest dobra dla ciebie, to pozwól mu na życie w takim przekonaniu. Dlatego nie jest mi ich żal, bo wiem że na ich miejscu postąpiłbym tak samo - wiem, że oni nie chcą i nie potrzebują współczucia, bo są szczęśliwi. I jasne, że kocham ludzi innych wyznań, dlaczego nie miałbym?"Jakiś Brown potrafi ludzi uszczęśliwiać na siłę- pzrekazać ludziom na całym swiecie swoje idee. A właśnie my, chrześcijanie, którzy mamy wyraźny NAKAZ głoszenia parwdy, uwazamy, ze skoro MY werzymy, to to nam wystarcza."Ale przecież chrześcijaństwo też głosi swoje poglądy poprzez swoje nauki (Biblię chiciażby, którą też rozprowadza po całym świecie) więc o co chodzi? Poprzez nakaz głoszenia prawdy rozumiesz wbijanie tego ludziom do głowy młotkiem czy jak?"Gdzie tu jest miejsce na miłość blixniego? Pzreciez to jest czysty egoizm! Gdyby apostołowie myśleli tak jak ty, nie znalexliby ani jednego człowieka, któremu można opowiedziec o Jezusie."Jaki egoizm? Przecież my - chrześcijanie nie chowamy tajemnic wiary dla siebie! Ludziom na całym świecie nikt nie broni przystąpić do kościoła. Każdego kto będzie chciał kościół na pewno przyjmie. To nie jest egoizm, ale próba narzucenia wiary to jest arogancja. "Księga Powtórzonego Prawa: "NIe zabijaj"...No kurde znam to, ale nie czuję takiej potrzeby. A jeżeli ty czujesz, to proszę, nie zabijaj. Słów Bga nie mozna traktować wybiórczo."Ja po prostu mam swój kodeks wewnętrzny, w którym mam też inne rzeczy, takie jak poszanowanie czyjejś wolności i czyjegoś prawa do wiary w to, co chce. Ale przecież nie twierdzę, że nie wolno głosić Ewangelii, byle tylko pokazywać i zachęcać, a nie zakazywać i narzucać, bo wiesz chyba jak w średnich wiekach wyglądało wprowadzanie w życie słów z Ewangelii o jej głoszeniu przez nasz wspaniały kościół? Łamaniem wspomnainego przez ciebie piątego przykazania. Dwight_ Przepraszam, że w dwóch częściach, ale mi się niechcący nacisnęło:"Jak mozesz zauważyłeś, nie wzywam do bojkotu. Proszę, pzrestań kombinować." OK, nie chodziło mi akurat o ciebie, dlatego przepraszam że użyłem tego argumentu w naszej dyskusji."Oczywiście! Wreszcie załapałeś. Tzn. rozumiem, ze jesteśmy już na etapie, w którym mozemy stwierdzić, ze nasza wiara NIE WPŁYWA na kolor chustki. (tak jak ansza wiara NIE WPŁYWA na boskość CHrystusa). Teraz mozemy iść dalej. Oczywiście sytuacja z chustkami jest uproszczona. NIe tak wygląda syuacja chrześcijan. POwiedziałabym t tak: Dzikie ludy patrzyły na chustkę i widziały, że jest pod nią coś okrągłego. Jednak nie znały koloru tego czegoś. Ale mieli już wiarę, że coś jest pod ta chustą. Często dorabiali do tego swoją wersję (że kulka jest w paski, łatki albo kratkę itd.). W momencie przyjścia na świat Jezusa, kilku osobom dane było uchylić rąbka ( a właściwie to Jezus uchylił) i zobaczyli to, co pod nią było. Zaczeli opowiadac o tym nnym ludziom, ktorzy uwierzyli. Wiara więc jest oparta na doswiadczeniu (widzimy kulisty kształt pod chustą) i autorytecie(ktoś nam powiedział, jaki jest jej kolor). W tym momencie powinnam już tą nieszczęsną kulkę porzucić, bo utrudnia mi prowadzenie wywodu...:)"Ale wszystko sprowadza się znów do tego, że autorytetu uznać nie trzeba. Ktoś może nie uwierzyć w słowa ewangelistów i co wtedy? Ma prawo mieć wątpliwości co do rzetelności ich przekazu czy nie? Przychodzisz dziś z Ewangelią do jakiegś - jak to nazywasz - dzikusa (choć uważam, że to krzywdzące okreslenie), który żyje w swojej, kultywowanej od wieków tradycji i religii i mówisz mu, że oto przynosisz przekaz kilku ludzi spisany 2000 lat temu, że kulka, którą uważa za taką w rzeczywistosci jest inna. I żeby dla tego przekazu porzucił swoją wiarę. I ma ten człowiek prawo nie uwierzyć, czy go nie ma? Nam też nikt niczego nie udowodnił, a jedynie powiedział, napisał, przekazał jak było. To czy przyjmiemy ich słowa NA WIARĘ czy nie, to już wybór każdego z nas. Dwight_ "Ale wszystko sprowadza się znów do tego, że autorytetu uznać nie trzeba. Ktoś może nie uwierzyć w słowa ewangelistów i co wtedy? Ma prawo mieć wątpliwości co do rzetelności ich przekazu czy nie? Przychodzisz dziś z Ewangelią do jakiegś - jak to nazywasz - dzikusa (choć uważam, że to krzywdzące okreslenie), który żyje w swojej, kultywowanej od wieków tradycji i religii i mówisz mu, że oto przynosisz przekaz kilku ludzi spisany 2000 lat temu, że kulka, którą uważa za taką w rzeczywistosci jest inna. I żeby dla tego przekazu porzucił swoją wiarę. I ma ten człowiek prawo nie uwierzyć, czy go nie ma? Nam też nikt niczego nie udowodnił, a jedynie powiedział, napisał, przekazał jak było. To czy przyjmiemy ich słowa NA WIARĘ czy nie, to już wybór każdego z nas."Oczywiście, jest dokładnie tak, jak mówisz. Z małymi wyjątkami :))):Otóż ten dzikus mógł pare razy w swym życiu odczuć, że np. zabicie kogoś w nerwach jest złe. Mógł miec z tego powodu jakies problemy ze swoja psychiką, jeżeli np. wyznawał religię, w której Wolno zabić np. niewierną żonę..,Odczuwając te wyrzuty sumienia (ja to nazywam doświadczeniem) zbliżył się w jakiś sposób do prawdy ( a parwdą nazywam to, że człowiek stworzony pzrez BOga nie powinien krzywdzić innych ludzi).Stąd misjonarz, który temu dzikiemu pzredstwia nową, zabraniającą zabójstwa religię, w pewnien sposób odwołuje się do jego DOŚWIADCZENIA. NIe musi się powoływać na autorytety. Sam staje się autorytetem dzięki temu, że przedstawia dzikiemu obraz swiata, który go zadowala. Zadowala jego dążenie do chciałabym usłyszeć, źe zgadzamy się co do tego, ze nasza wiara nie ma wpływu na kolor kulki, tak jak nasza wiara nie ma wpływu na boskość CHrystusa. annazc "Ale chciałabym usłyszeć, źe zgadzamy się co do tego, ze nasza wiara nie ma wpływu na kolor kulki, tak jak nasza wiara nie ma wpływu na boskość CHrystusa."Zgadzam się, pod warunkiem, że ty przyznasz, że dopóki nie przeniesiemy się na tamten świat i nie staniemy przed obliczem Boga, bądź go tam nie będzie, nie możemy stwierdzić dostępnymi nam środkami poznawczymi, czy jest tak jak mówią Ewangelie, czy nie. Jakoś jest, ale my nie potrafimy stwierdzić z całą pewnością jak. Dwight_ "Dokładnie tak. Ja wierzę w pewne rzeczy, jestem przekonany o słusznosci tej wiary, ale uznaję fakt, że inni wierzą w coś inego i nie rozumiem czemu miałbym ich nawracać?"Otóż dlatego, że jeżeli się kocha ludzi to chce się dla nich dobrze. Jeżeli oni to "dobrze" odrzucają to już trudno. Ale najpierw trzeba spróbować pokazać im prawdę." Powiedz - czy gdyby przyszli do ciebie ludzie jakiegoś innego wyznania i przekonywali cię, że żyjesz w ciemności, że oni pokażą ci światło i prawdziwą radość, bo te twoje wierzenia to jakieś zabobony, to uwierzyłabyś im i poszła za nimi, czy została przy swoim?"MOja wiara jest ugruntowana doświadczeniem, rozumem i autorytetem. Zdarzyło mi się jednak paru ludzi w życiu przekonać do pewnych prawd, mimo iż z początku naszej rozmowy mieli inne stanowisko niż Apostołowie pomyśleli tak jak ty, to czy chrzescijaństwo by dziś istniało?????!!!!!!"a on też chce zostać przy swojej."Zanim zaczniesz się "stawiać", spróbuj tego kogoś przekonać. Spróbuj pzrekonać islamskiego fundamentalistę, że zabijanie jest złe. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy takie same sumienia. Mamy o czym rozmawiać i MOŻEMY SIĘ PRZEKONAĆ! "Skoro on uznaje, że to dla niego dobre, tak jak ty uznajesz, że wiara w Chrystusa jest dobra dla ciebie, to pozwól mu na życie w takim przekonaniu. "Pozwalam wszystkim.:)"Dlatego nie jest mi ich żal, bo wiem że na ich miejscu postąpiłbym tak samo"I co z tego? Jezeli postąpiłbyś równie xle jak oni to znaczy, że jesteś równie godzien współczucia. Ale więc określić Twoje stanowisko:Jesteś chrześcijaninem. Wierzysz w Boga w Trzech Osobach, który jest jedynym źródłem życia, miłości, prawdy, radości, dobra i sprawiedliwosci ( jeżeli jesetś chrześcijaninem, to w to właśnie wierzysz). KOchasz ludzi i jest CI ZUPEŁNIE OBOJĘTNE TO, ŻE SĄ TEGO JEDYNEGO ŹRÓDŁA MIŁOŚCI I PRAWDY POZBAWIENI!Nie tłumacz mi, że nie da się nawracać na siłę. JA to wiem i nie zamierzam tego robić!!! Dziwię się jedynie, że są chrześcijanie, których fakt NIESZCZĘSCIA BLIŹNICH KTÓRZY SĄ POZBAWIENI BOGA nie smucą! annazc Nie jestem katolikiem, a fakt nieszczęscia bliźnich pozbawionych boga mnie smuci :)Heh, co za paradox :) Negative Tak naparwdę to ja też nie jestem katolikiem......:PPPPale cichoooo. sza annazc "Otóż dlatego, że jeżeli się kocha ludzi to chce się dla nich dobrze. Jeżeli oni to "dobrze" odrzucają to już trudno. Ale najpierw trzeba spróbować pokazać im prawdę."Co do tego się nie kłócę. "MOja wiara jest ugruntowana doświadczeniem, rozumem i autorytetem. Zdarzyło mi się jednak paru ludzi w życiu przekonać do pewnych prawd, mimo iż z początku naszej rozmowy mieli inne stanowisko niż ja. Gdyby Apostołowie pomyśleli tak jak ty, to czy chrzescijaństwo by dziś istniało?????!!!!!! Zanim zaczniesz się "stawiać", spróbuj tego kogoś przekonać. Spróbuj pzrekonać islamskiego fundamentalistę, że zabijanie jest złe. Przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy takie same sumienia. Mamy o czym rozmawiać i MOŻEMY SIĘ PRZEKONAĆ!"W porządku - można pokazywać ludziom, w co się wierzy, ja tego nie neguję. Ale ludzie wiedzą o istnieniu religii chrześcijańśkiej, wiedzą jakie są jej fundamenty i jakie głosi prawdy. I jeśli mimo to nie widzą potrzeby by zapoznać się z nią bliżej lub wstąpić do kościoła, to trudno. Siłą ich wciagał nie będę, ani tym bardziej nie będę ich żałował, skoro dokonali takiego wyboru, to nie nam to osądzać."I co z tego? Jezeli postąpiłbyś równie xle jak oni to znaczy, że jesteś równie godzien współczucia."Współczucia? Dlatego, że gdyby sytuacja była odwrotna, zostałbym przy swoim? To ty też w takim razie zasługujesz na współczucie, skoro nie dałabyś się przekonać na odejście od swojej religii... "Ale dobrze. Spróbujmy więc określić Twoje stanowisko: Jesteś chrześcijaninem. Wierzysz w Boga w Trzech Osobach, który jest jedynym źródłem życia, miłości, prawdy, radości, dobra i sprawiedliwosci ( jeżeli jesetś chrześcijaninem, to w to właśnie wierzysz). KOchasz ludzi. Kochasz ludzi i jest CI ZUPEŁNIE OBOJĘTNE TO, ŻE SĄ TEGO JEDYNEGO ŹRÓDŁA MIŁOŚCI I PRAWDY POZBAWIENI! Nie tłumacz mi, że nie da się nawracać na siłę. JA to wiem i nie zamierzam tego robić!!! Dziwię się jedynie, że są chrześcijanie, których fakt NIESZCZĘSCIA BLIŹNICH KTÓRZY SĄ POZBAWIENI BOGA nie smucą!"Rzutujesz na tych ludzi własną percepcję. To co ty uważasz za nieszczęście wcale nie musi nim być dla kogoś innego. Jeśli ten ktoś nie chce żyć z Bogiem, odrzuca go świadomie z właśnej nieprzymuszonej woli, to czemu sie tym smucić i współczuć mu? Skoro ktoś robi to na własne życzenie? Dla ciebie to może nie jest różnica, ale dla mnie jest to dość istotne. I jeśli to nieszczęście ich wcale nie rusza, a nawet więcej - czują się szczęśliwi z tym, w co wierzą, to jest to ich sprawa. Wszyscy kiedyś zdadzą relację ze swego życia i swoich wyborów przed Bogiem i nie nam się w to mieszać, choć jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie wierzę, by Bóg nie przygarnął do siebie tych wszystkich, którzy byli dobrymi ludźmi niezależnie od wyznania. Wierzę bowiem, że Bóg jest jeden i prawa moralne, którymi człowiek powinien się kierować też są te same dla wszystkich, ale wierzę też, że są różne drogi do poznania Boga i jego praw i że można się do Niego zbliżyć niekoniecznie będąc chrześcijaninem. Dwight_ "Współczucia? Dlatego, że gdyby sytuacja była odwrotna, zostałbym przy swoim? To ty też w takim razie zasługujesz na współczucie, skoro nie dałabyś się przekonać na odejście od swojej religii... "Ja tego nie powiedziałam. "Rzutujesz na tych ludzi własną percepcję. To co ty uważasz za nieszczęście wcale nie musi nim być dla kogoś innego."O nieeeee. Ja wcale nie mówię, że ten ktos CZUJE IĘ NIESZCZĘŚLIWY. A mówię, ze jest nieszczęśnikiem- bo widzę więcej od niego. Widzę Boga, którego ten człowiek odrzuca. I ty też go widzisz. Mówmy ze sobą jak chrześcijanie...:)) " Jeśli ten ktoś nie chce żyć z Bogiem, odrzuca go świadomie z właśnej nieprzymuszonej woli, to czemu sie tym smucić i współczuć mu? "Bo moze go spotkac np. szatan, zło i śmieeeerć....:))"Skoro ktoś robi to na własne życzenie?"Wyobraź sobie, że da się pakowac w prawdziwe nieszczęscia (grzech) na własne życzenie. Właściwie najgorsze zreczy jakie moga się pzrytrafić człowiekowi są na jego własne życzenie." Dla ciebie to może nie jest różnica, ale dla mnie jest to dość istotne. I jeśli to nieszczęście ich wcale nie rusza, a nawet więcej - czują się szczęśliwi z tym, w co wierzą, to jest to ich sprawa."NIe boisz się, że twoich bliźnich może spotkać np. kara na powiedzmy sobie bagatelną wiczność? "Wszyscy kiedyś zdadzą relację ze swego życia i swoich wyborów przed Bogiem i nie nam się w to mieszać, choć jeśli chcesz znać moje zdanie, to nie wierzę, by Bóg nie przygarnął do siebie tych wszystkich, którzy byli dobrymi ludźmi niezależnie od wyznania. Wierzę bowiem, że Bóg jest jeden i prawa moralne, którymi człowiek powinien się kierować też są te same dla wszystkich, ale wierzę też, że są różne drogi do poznania Boga i jego praw i że można się do Niego zbliżyć niekoniecznie będąc chrześcijaninem."Alez oczywiście. Ale wierzysz też chyba, ze można się od Boga ODSUNĄĆ i sa też tacy, którzy z żadnej z dróg NIE KORZYSTAJĄ. I tych należało by ratować..:PP annazc "Ja tego nie powiedziałam."Nie? Skoro mówię, że rozumiem ludzi, którzy nie chcą się wyrzec swojej wiary za czyjąś namową, bo w analogicznej sytuacji zrobiłbym to samo, a ty mówisz, że skoro zrobiłbym to samo to zasługuję na wpółczucie, to jak mam to zrozumieć?"O nieeeee. Ja wcale nie mówię, że ten ktos CZUJE IĘ NIESZCZĘŚLIWY. A mówię, ze jest nieszczęśnikiem- bo widzę więcej od niego. Widzę Boga, którego ten człowiek odrzuca. I ty też go widzisz. Mówmy ze sobą jak chrześcijanie...:))"Może nie odrzuca Boga jako takiego, ale nasze o nim wyobrażenia, to co nam się wydaje, że o nim wiemy (bo tego fragmentu, że WIDZISZ Boga to chyba nie mam rozumieć dosłownie? ;))"Bo moze go spotkac np. szatan, zło i śmieeeerć....:))"Może, ale nie musi. Może to też spotkać człowieka wierzącego. I mam w związku z tym profilaktycznie współczuć wszystkim?"NIe boisz się, że twoich bliźnich może spotkać np. kara na powiedzmy sobie bagatelną wiczność?"Za to, że nie wierzą w to co my? Wierzę, że ich nie spotka, jeśli są dobrymi ludźmi."Alez oczywiście. Ale wierzysz też chyba, ze można się od Boga ODSUNĄĆ i sa też tacy, którzy z żadnej z dróg NIE KORZYSTAJĄ. I tych należało by ratować..:PP" Wiesz, to zależy co rozumie się pod tym zwrotem, że nie korzystają z żadnej z dróg. Chodzi o ludzi, którzy nie przynależą do żadnej religii? Jeśli tak, to nie wiem czy jest do końca tak. Można postępować właściwie, być człowiekiem moralnym i dobrym, nie wierząc w Boga pod żadną postacią i imieniem. Dwight_ Absolutnie się nie rozumiemy. Nie chce mi się nawet cytować, bo właściwie sprowadza się todo jednego. Ja mówiąc o ludziach odrzucających Boga nie mam na myśli konkretnie niewierzących lub wyznających inne religie. Odrzucić Boga można na wiele sposobów.:) A ten najprostszy, ogólnoludzki i ogólnodostępny:) to po prostu odrzucić Sprawiedliwość, Dobro, ktoś wybiera zabijanie zamiast walki o życie (np. nienarodzone) to odsuwa od siebie Boga, a nie żadne wyobrażenie o Bogu. Jeżeli wybiera konsumpcionizm, okrucieństwo czy nienawiść to również odrzuca Boga, czyż nie?"Może, ale nie musi. Może to też spotkać człowieka wierzącego. I mam w związku z tym profilaktycznie współczuć wszystkim? "Jest taka opowieść o człowieku, który po śmierci stanął przed Bogiem i prosił Go:"Panie, pokaż mi jakimi NAPRAWDĘ są moje gzrechy, abym mógł za nie załować"A Bóg mu odpowiedział:"NIe mogę ci ich pokazać, bo to by cię zabiło. To jakimi są zrozumiesz, gdy ujrzysz ogrom mojej miłości, która ci pzrebacza"A pisze o tym dlatego, iż prawdopodobnie nie czujemy ohydy większości naszych postępków. Nie grozi nam więc "współczucie wszystkim i wszystkiemu". MOżna jednak współczuć tam, gdzie odrzucenie Boga jest jawne i mozemy je łatwo dostrzec. Ja np. widzę to czytając KOd, a takze słuchając wiadomości o np. 30% wierzących w niego Francuzów. annazc I jeszcze jedno, żeby nie było niedomównień:Odrzuceniem Boga pzrez kod nie nazywam atakowania KK. Odrzuceniem Boga jest posługiwanie się kłamstwem i szerzenie nienawiści, a przynajmniej wieeeelkiej niechęci ludzi do siebie. annazc "Absolutnie się nie rozumiemy. Nie chce mi się nawet cytować, bo właściwie sprowadza się todo jednego. Ja mówiąc o ludziach odrzucających Boga nie mam na myśli konkretnie niewierzących lub wyznających inne religie. Odrzucić Boga można na wiele sposobów.:) A ten najprostszy, ogólnoludzki i ogólnodostępny:) to po prostu odrzucić Sprawiedliwość, Dobro, Nie-samolubność. Jeżeli ktoś wybiera zabijanie zamiast walki o życie (np. nienarodzone) to odsuwa od siebie Boga, a nie żadne wyobrażenie o Bogu. Jeżeli wybiera konsumpcionizm, okrucieństwo czy nienawiść to również odrzuca Boga, czyż nie?"Rozumiemy się, jak najbardziej :) Napisałem przecież, że zależy co się przez to rozumie. Chciałem się upewnić. Ty akurat rozumiesz tak jak ja i zgadzam się z tym co wyżej napsiałaś."A pisze o tym dlatego, iż prawdopodobnie nie czujemy ohydy większości naszych postępków. Nie grozi nam więc "współczucie wszystkim i wszystkiemu". MOżna jednak współczuć tam, gdzie odrzucenie Boga jest jawne i mozemy je łatwo dostrzec. Ja np. widzę to czytając KOd, a takze słuchając wiadomości o np. 30% wierzących w niego Francuzów."Hmm, ja osobiście nie widzę tego tam, gdzie ty, ale chyba wiem o co ci chodzi i myślę, że też bym taki przykłady znalazł, choć bardziej współczuję ludziom, którzy są tak zaczadzeni ideologią, że nie przyjmują do wiadomości, że można żyć inaczej, bo się ich tego po prostu pozbawia - przez wychowanie, przez ograniczanie złego wpływu "z zewnątrz", tacy jak indoktrynowani od dziecka fanatycy muzułmańscy (choć nie muzułmanie generalnie!). Tacy ludzie nie do końca ze swojej winy, ale jednak oddalają się nie tylko od Boga ale i od swojego człowieczeństwa. Często ich za to potępiam, czasem łapię się też na tym, że czuję do nich odrazę, ale mam też takie momenty, gdy współczuję im, że żyją w takiej społeczności, w takich przekonaniach. Dwight_ No ....to doszliśmy do jakiegoś porozumienia....:) [cytat kogo=~gosc Obj 21:8 A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga".[/cytat] */Fundamentem każdej religii, także tej głoszonej przez kuriewnych papistów, jest wiara w cuda-wianki („… błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” - Ewangelia według Jana /J 20, 19-31/). Wiara to bardzo silne przekonanie o czymś albo/i przyjmowanie istnienia kogoś/czegoś bez przedstawienia żadnego racjonalnego dowodu potwierdzającego taki fakt. Tak samo definiujemy paranoję. Jeśli definicje dwóch różnych pojęć są identyczne, to między tymi pojęciami zachodzi tożsamość. Religię dziś należałoby określić, jako społecznie akceptowaną formę paranoi! Jest chroniona, bo to gigantyczny business i narzędzie władzy/kontroli/zniewolenia. Na dziś, ponieważ żaden dowód, w rozumieniu nauki albo choćby zdroworozsądkowym będący dowodem, na istnienie boga/bogów nie został przedstawiony, dowodem na nieistnienie boga/bogów jest brak dowodu na istnienie boga/bogów. To proste i oczywiste! Żądanie przedstawienia dowodu na nieistnienie boga przed wskazaniem dowodu na jego istnienie jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Różnica między szamanem i kapłanem polega na tym, że NASZ czarownik jest godnym szacunku kapłanem a ICH czarownik jest zwykłym łże-szamanem. Analogicznie NASZE Dobre Mzimu jest Bogiem Wszechmogącym, a przez Niego wszystko się stało, natomiast ICH Dobre Mzimu jest bożkiem-bałwanem. Oto wielka tajemnica wiary w boga niewidzialnego, chroniona zgodnie z postanowieniami kodeksu etyki kleszej kliki, wspomaganej przez cywilny kodeks karny danego państwa. Żadna wiara religijna w boga / bożków, bez pomocy świeckiego kodeksu karnego państwa ,nie osiągnie większych rezultatów w ilości są dwie najbardziej liczne religie chrześcijaństwo ( odłam katolicki ) i islam. Bez użycia siły ,podstępu i morderczego sadyzmu, nigdy by nie były takie liczne. Katolicyzm już musiał zrezygnować z siły dzięki powszechniejszej oświacie i nauce , teraz używa podstępu i obłudy.

czym się różni katolik od chrześcijanina